piątek, 22 listopada 2013

We never learn, do we?

"Tłoczno. Głośno. Duszno.
W po­wiet­rzu czuć ma­gię 
za­mykam oczy od­daję się muzyce
czuję Twój za­pach i dotyk,
gdy od­garniasz mi zabłąka­ny kos­myk z twarzy
widzę Two­je oczy które błyszczą dzi­kim blaskiem
ko­lej­ny raz nie mogę Ci się oprzeć …"

Uległam. Ponownie. Tym razem jednak jeszcze bardziej,mocniej, jeszcze intensywnej, choć nie zdawałam sobie sprawy, że to było w ogóle możliwe. Zaufałam Ci, tak bardzo Ci zaufałam ... a teraz tak bardzo tego żałuje.
Jak to jest, wytłumacz mi proszę - jak to jest, że jednego dnia mówisz, że Ci zależy. Boisz się, ale Ci zależy. Mówisz, że daje Ci szczęście. Trzymasz mnie za rękę, całujesz czule w czoło, patrzysz się na mnie tak jak bym była wszystkim czego pragniesz. Pamiętam jak mnie tego dnia przytulałeś. Tak mocno, tak zachłannie, tak jakbyś miał nigdy już mnie nie wypuścić ze swych objęć. Tego dnia byłam tak szczęśliwa i dopiero teraz, z perspektywy czasu, zdałam sobie sprawę, że to było pożegnanie, najpiękniejsze a zarazem najtragiczniejsze pożegnanie.
3 dni później nie byłeś już tą samą osobą.
Tamtego dnia czułam się jakbym unosiła się ze szczęścia 10cm. nad ziemią. Później okazało się, że to było więcej, znacznie więcej. Upadek bolał, ciągle boli.

"Skąd tu wiedzieć, jak mogło było zakończyć się coś, co nie miało początku, co ukazało się od środka i znikło bez określonego kształtu, rozpływając się na skraju innej mgły?"

Powiedziałeś, że spotykasz się z inną kobietą. Uciekłeś... bo się bałeś. Uciekłeś, bo wiedziałeś że spieprzysz i wolisz żebym teraz cierpiała mniej niż w przyszłości więcej.
Tchórz!
Brak mi do Ciebie słów. Złamałeś mnie - ponownie.
Byłam dzielna, nawet uśmiechnęłam się na "do widzenia", jechałam przykładnie w tramwaju, po przyjściu do domu wyszczotkowałam zęby, grzecznie ubrałam się w piżamę... i dopiero wtedy, zagrzebując się głęboko pod kołdrą, tak żeby nikt nie widział, tak żeby nikt nie słyszał, pozwoliłam by kilka, a może i więcej, łez popłynęło po moim policzku.
Tamtej nocy również zaklęłam się przed Bogiem, że to po raz ostatni... nie uronię nad Tobą już ani jednej łzy, nie zmarnuje przez Ciebie już ani jednego wieczoru, popołudnia, poranka.
A wiesz co w tym wszystkim jest najgłupsze? Czasem udaje mi się zapomnieć o tym co się wydarzyło, i gdy słyszę jakąś ciekawostkę czy to w radiu czy na zajęciach, wtedy myślę zaśmiewając się w duchu "Ciekawe czy ON wie". Potem dopiero do mnie dociera, że to już przecież nieistotne... Zachowuję tę ciekawostkę dla siebie, bo już nie ma osoby z którą mogłabym się nią podzielić, bo nie ma wokół mnie osoby, która by zrozumiała tak jak Ty zawsze rozumiałeś.
Tęsknię za tobą, głupia ja. Brakuje mi naszych spotkań. Bo MY mieliśmy coś więcej. To było podobieństwo charakterów, wspólny humor, zainteresowania, tematy, masa wspomnień i ogrom wspólnych doświadczeń. To było coś więcej niż zwykłe zauroczenie... a teraz nie ma już nic, pozostała tylko ta pustka, którą ja nie potrafię zapełnić - na razie, za to Tobie widocznie poszło bardzo dobrze. Widziałam ... wszystko wiem...

"Ludzie zawodzą mała. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Jeszcze wiele razy będziesz przez nich płakać, ale to pomaga Ci być silniejszą i bardziej ostrożniejszą. Pamiętaj obdarzaj zaufaniem tych, co na to zasłużyli. Pamiętaj!"

Ludzie mówią.... mówią, że to sprawi, że stanę się silniejsza, a o ironio nigdy tak słaba się nie czułam.

Tymczasem...

środa, 30 października 2013

Pretty Little Mistakes.

Pamiętacie co ostatnio pisałam na temt Pana D.? Zapomnicie o tym. Zapomnijcie wszystko. Kłamałam!

I miss the way you wanted me
When I was staying just out of your reach
Begging for the slightest touch
Ooh, you couldn’t get enough, mmm


Kiedy to ostatnio mi się zdarzyło? Oh można by było rzec, że ledwie to pamiętam - tak dawno. Stałam przed lustrem i przesuwałam delikatnie opuszkami palców po małym, czerwono-bordowym śladzie na mojej szyi. Śladzie, który dobrym obserwatorom powie wszystko. Namacalnym znaku mojej słabości z poprzedniego wieczoru.
Patrzyłam z konsternacją w lustro, poraz dziesiąty próbując tak sprytnie ułożyć włosy, by zakryć ten niechlubny i jakże oczywisty symbol namiętności. Byłam na siebie wściekła, byłam sobą rozczarowana byłam rozżalona, że jednak nic sie nie nauczyłam przez ostatnie pół roku. Ale tak w głebi, głębi czułam przyspieszone bicie mojego serca oznajmiające podekscytowanie, dziwaczną radość i nutke wyczekiwania ... na więcej? Piękny eufemizm!

Nie znam drugiego tak wnikliwego obserwatora jak Pan M., a z naszych rozmów na temat miłości mogłaby powstać niezła książka. Od pewnego czasu stał się on powiernikiem moich największych jak i tych najbardziej błachych problemów i ani razu nie zawiódł, zawsze znalazł wlaściwą odpowiedź na moje, nawet najgłupsze, zapytanie. Czasami się zastanawiam jak on ze mną wytrzymuje, a z właszcza z tymi moimi wszystkimi historiami miłosnymi....

M: no ale to tak samo jak ten Twój: chcialas - pojechał, wrócil,  teraz on chce - Ty nie.
A: wydaje mi się, że u mnie jest to bardziej skomplikowane niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
M: no tak, u Ciebie nie może byc za prosto, po prostu jestes za wspaniała.
M: Wiem, że lubisz słuchać/czytać o sobie, to Ci zorbię mały prezent dzisiejszego wieczoru i połechtam Ci troszke ego. Otóż A. zawsze będziesz mieć problem z facetami, ponieważ jak ktoś chciałby Cię zaszufladkować to będzie miał problem. Po prostu pasujesz do kilku schematów. Potrafisz być ziomkiem - taką dziewczyną z którą się idzie na piwo w krzaki, potrafisz być damą z którą się idzie do teatru, potrafisz być słodką idiotką, którą każdy sie chce zaopiekować i potrafisz być flirciarą, a że każdy z tych schematów jest na swój sposób pociągajacy, no to jak sie je doda w całośc to wychodzi cud miód i nutella. Więc tak, zawsze będą mieć Tobą fascynajce koledzy, przynajmnej przez jakiś czas.
oooo dopiszę Ci jeszcze jeden szablon - mądrze wyglądająca, czytająca książki, dobrze wykształcona inteligentka... tylko Ci takich duzych okularów w grubych oprawkach brakuje, nie wiem tylko jak one się nazywają ;)

Czyli kwitesencja Pana M. Jedyny i niepowtarzalny - mój!

Dobrej nocy misiaczki - obyście spali lepiej niż mi się to zdarza ostatnimi czasy ...

Znacie może tę ksiązkę - Pretty Little Mistakes? Tak, to dokładnie ta, w której podejmujesz decyzje jak bohaterka ma postąpić i przez to kreujesz swoją a właściwie jej historie. Wygląda na to, że ja jednak jestem fatalnym "Bogiem". Trzy próby i trzy równie marne zakończenia ( w tym dwa powiązane z narkotykami). Czy to ma być jakiś znak?

niedziela, 20 października 2013

Say my name!

When we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
We were light and paper-thin.
And when we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
Till you let the spectrum in.

I znów szliśmy tą samą,  tak zanjomą nam drogą, ramię w ramię. Znów to samo miejsce, gdzie tak na prawdę wszystko się zaczęło. Tak samo niepewni tego co się wydarzy. Tyle żywych wspomnień w naszej pamięci. Nawet słońce świeciło tak samo.


Say my name,
And every colour illuminates,
We are shining,
And we’ll never be afraid again.

Co się zmieniło? Wtedy była wiosna, krzewy się dopiero zaczynały zielenić, delikatne śnieżnobiałe pąki kwiatów obsypały drzewa, a teraz? A teraz , las ubrał się w barwy czerwieni, żółcieniu i pomarańczu. Setki kolorowych liści szumiących na pod stopami. Może my też się zmieniliśmy. Może dojrzeliśmy przez to lato.

Say my name!

As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

To samo miejsce, ale całkiem inna historia.

And when we come for you,
We’ll be dressed up all in blue,
With the ocean in our arms,
Kissing eyes and kissing palms.
And when it’s time to pray,
We’ll be dressed up all in grey,
With metal on our tongues,
And silver in our lungs.

Szliśmy rozmawiając, tak samo jak zawsze, bardzo często nam się do zdarza ostatnimi czasy. Nam nigdy nie brakowało i nie brakuje tematów. Tylko ta atmosfera tego miejsca, wyjątkowa i przypominająca nam jedno - owy wiosenny czas, którego duchy wręcz można było poczuć w powietrzu.
Usiedliśmy wysoko na skarpie, nogi zwisały nam swobodnie w dół i zajadaliśmy się ciasteczkami z żurawiną i białą czekoladą, popijając sommersby - oczywiście. Tak zwyczajnie i normalnie. Rozmowa, dzielenie się najgłębszymi przemyśleniami, obawami. A potem się zaczęło... temat który jeszcze ani razu nie udało nam się poruszyć, którego skwapliwie unikaliśmy. Tamten kwiecień... Dowiedziałam się paru i intrygujących rzeczy. Zależało mu na mnie - wiedziałam o tym, ale nigdy tego nie usłyszałam z jego ust. Warto było czekać. A ja, nareszcie mogłam mu powiedzieć co myślę - że jest już 'tylko' lub 'aż' moim kumplem, moim przyjacielem. Co było, to  było - to już przeszłość. A potem zrobiło się słodko i uroczo. Powiedziałam mu jak wartościowym człowiekiem dla mnie jest,  poza tą swoją grą i pozorami jakie stwarza. On w zamian docenił moją energię, ciekawość świata oraz jak to zgrabnie ujął, że jestem "pozytywnie zakręcona". ;)
Chwila szczerości, która była nam absolutnie potrzebna. Która jeszcze bardziej pogłębiła więź między nami. Jak to powiedział "Cieszę się, że poznałem Pana D. z samego faktu, że mogłem dzięki niemu poznać Ciebie". A potem patrzyliśmy sobie bardzo długo w oczy, próbując rozszyfrować wzajemnie ich kolor i nieświadomie zbliżyliśmy się do siebie zdecydowanie zbyt blisko i to że chciałby mnie pocałować, nie było dla mnie żadną tajemnica, przecież tak dobe znam ten wzrok. Ale tym razem historia miał potoczyć się inaczej - i tak też się stało.


And when we come back we’ll be dressed in black!
And you’ll scream our names aloud!
And we won’t eat and we won’t sleep!
We’ll drag bodies from their graves!
So say my name,
And every colour illuminates,
And we are shining,
And we’ll never be afraid again,
Say my name,
As every colour illuminates.

A potem poszliśmy dalej, upajając się wyjątkowym zapachem lasu o tej porze i jego odgłosami. Podziwialiśmy promienie jesiennego słońca prześwitujące przez złoto-czerwone liście. Zachwycaliśmy się na surowymi i ostrymi krawędziami wapiennych skał odbijających się w kryształowej wodzie zalewu. Prawdziwa oaza w samym środku miejskiej dżungli.
Tymbark nam powiedział, że "Razem damy radę :D" co wywołało u nas salwy śmiechu. Pani, która robiła nam zdjęcie rzuciła hasło byśmy się pocałowali, biorąc nas prawdopodobnie za kolejną z par i nieświadomie wprawiając w zakłopotanie - ale zdjęcie jest piękne, trzeba przyznać. A potem powiedział coś, co od tamtej pory dudni mi w głowie i za nic nie mogę tych słów z niej wyrzucić. Coś, czego do końca nie mogę rozszyfrować. Że to spotkanie pachnie mu "czekoladą, słodkim piwem i nadzieją" i że długo nie zapomni tego zapachu. Nadzieją? nadzieją u licha na co?


Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

Tymczasem...

środa, 16 października 2013

Żaden dzień się nie powtórzy...



Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy. Z tej przyczyny 
zrodziliśmy się bez wprawy 
i pomrzemy bez rutyny.
 
"Nic dwa razy się nie zdarza". Jakie to proste i czyste przesłanie, a zarazem jak ciężko się z nim pogodzić.
 "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" choć nawet nie wiem jak byśmy tego pragnęli, choć nie wiem jak bardzo byśmy się starli. Każda chwila jest wyjątkowa i mam tylko jedno podejście by ją przeżyć. Nie odstanie się to co już się stało.
Czasami sobie myślę, że chciałbym wrócić jeszcze do tamtej wiosny, jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, ponownie przeżyć te chwile. Są jednak takie dni, gdy cieszę się, że to już przeszłość. Perfekcja tamtych dni zaklęta we wspomnienia zamknięte w moim umyśle. Mogę wracać do nich kiedy tylko chcę i odtwarzać je na nowo i na nowo, ciesząc się że nie mogę już ich zmienić - bo po co zmieniać to co jest idealne?

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata. 

Przeszłość czasami boli, a nawet w większości boli. Przeszłość często wstrzymuje nas, nie pozwala iść dalej. Ile bylibyśmy wstanie dać by móc czasem zmienić naszą przeszłość? Jak bardzo do nas nie może czasem dotrzeć, że w tej materii nie możemy nic zrobić. Żyjąc przeszłością zapominamy o naszej teraźniejszości, zapominamy o tym co teraz mamy. Żyjąc w przeszłości tak na prawdę nie żyjemy wcale.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Trzeba umieć powiedzieć sobie "dość", trzeba nauczyć się ruszać dalej a z bolesnych momentów i błędnych decyzji trzeba nauczyć się wyciągać lekcje. Bo całe nasze życie jest właśnie ową lekcją.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Tak więc Panie D. to co między nami było należy już do przeszłości, całkowicie i nieodwracalnie. Już się wyleczyłam z Ciebie choć trochę mi to zajęło, ale nareszcie się udało. Już nie jest ważne jak byś się starał, to nieistotne co byś zrobił - jest już po prostu za późno, o te przeszło 3 miesiące za późno. Przyjaźń tylko to mogę Ci oferować  z mojej strony - nic więcej.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czasem tylko dopada mnie okrótna nostalgia tamtych dni, gdy słyszę którąś z piosenek którą mi przesłałeś, lub po prostu przypomina się któraś ze wspólnych chwil. Lecz taka największa nostalgia dopada mnie zawsze po naszych spotkaniach. Bo wtedy sobie zdaje sprawę, choć tak bardzo nie chcę tego przyznawać, że tęsknie za Tobą. Tak dobrze się dogadujemy, zawsze... tak bardzo lubię spędzać z Tobą czas, ale odkąd za swój cel wziąłeś ponowne uwiedzenie mnie, każde spotkanie mnie rani i otwiera to co nie tak dawno uważałam za zabliźnione. Ja, głupia masochistka, jestem od nich uzależniona i nie potrafię sobie odmówić przyjemności ponownego Ciebie zobaczenia. Przestań! ... Proszę!

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Już pozostawiłeś dość istotny ślad w moim życiu, nie da się tego zmienić. Stałeś się częścią mojej historii - z jednej strony częścią niezwykle bolesną, a z drugiej obezwładniająco piękną. Sporo przeszliśmy by znaleźć się w miejscu w którym teraz jesteśmy. Przez ten czas dużo się od Ciebie i o Tobie nauczyłam. Przez to niezwykle cenie sobie naszą relacje - taką jak jest. Nie niszcz tego, nie wystawiaj mnie na próby - ja już się nie cofnę, nie chcę tego robić. Pogódź i ciesz się tym co masz i przestań zachowywać się jak dziecko, któremu zabrano cukierek. Nie jestem ani nagrodą pocieszenia ani lekarstwem na zranione ego, a tym bardziej nie jestem zabawką, którą bawisz się jak sobie o niej przypomnisz lub - co gorsza - gdy zgubisz pozostałe.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
-Wisława Szymborska

wtorek, 24 września 2013

Seven Devils all around me


Holy water cannot help you now 
A thousand armies couldn't keep me out 
I don't want your money 
I don't want your crown
See I have to burn
Your kingdom down

Nareszcie mogę odetchnąć! Piękne 4.0 widnieje w moim elektronicznym indeksie. Jestem z siebie niezmiernie dumna za tą walkę do samego końca, wytrwałość, poświęcenie, upór i słuszną decyzje w porządkowaniu spraw na te bardziej i mniej ważne. Jestem szczęśliwa, że mi się udało. Po tak emocjonującym początku wrześnie przyszedł czas na zasłużone wakacje.

Holy water cannot help you now 
See I've had to burn your kingdom down 
And no rivers and no lakes can put the fire out 
I'm gonna raise the stakes, I'm gonna smoke you out

Może to były tylko 3 dni, ale Warszawa nie zawiodła. Było cudownie! Różowa sukienka, skórzana kurtka, szpilki i czerwone usta. Podczas tamtych nocy to zdecydowanie ja rządziłam w stolicy. Gdziekolwiek bym się nie zjawiła, czy to w energetycznych Przestrzeniach czy w stylowym Syrenim Śpiewie, spotykałam się z adoracją mojej osoby, która nie ukrywajmy tak bardzo mi odpowiadała, której tak bardzo potrzebowałam. Ale moi drodzy, chyba nie sądzicie że imprezowałam sama - przecież zgrana ekipa to podstawa udanej imprezy. Moi dzielni towarzysze nie zawiedli. Koniec końców myślę, że mogę to już napisać bo wątpie żeby coś się zmieniło na przestrzeni tych 3 dni - tego lata jedynie Warszawa nocą zawładnęła moim sercem.

Seven devils all around you 
Seven devils in your house 
See I was dead when I woke up this morning 
I'll be dead before the day is done 
Before the day is done

Od klubowej Warszawy w weekend do artystycznego Krakowa w tygodniu. Jazz Jam session okazało się niezwykle udane. Nie ma to jak posłuchać dobrej muzyki na żywo w równie doborowym towarzystwie. Następnie orzechówka w Carpe Diem wraz ze śpiewaniem klasyków na miarę "It's My life" oraz sesja taneczna w Shakers. Czyli wieczór z Panem D. w pigułce.  Było cudownie, ale...  Nie chcę żałować, bo świetnie się bawiłam, zostałam wyobracana na dziesiąta stronę, gdyż okazało się, że jest on niezwykle utalentowanym tancerzem, ale no właśnie. Już mi przeszło - na prawdę czułam się już wolna, a teraz, ten wieczór sprawił, że znów o nim myślę zdecydowanie zbyt często. Nie dobrze Panno A.

And now all your love will be exorcised 
And we will find you saints to be canonized 
And it's an even sum 
It's a melody 
It's a battle cry 
It's a symphony

Choć tak na prawdę nie miałam jeszcze okazji poczuć lata tego lata ( a przecież to już prawie koniec) to zimy już na pewno nie przegapię, a to za sprawa tak dawno niewidzianego Pana K. który wyciągnął mnie łyżwy. Uprzedzając pytania uspokajam - jestem cała i zdrowa, choć moje mięśnie są lekko obolałe. Było cudownie pośmiać i pogadać z człowiekiem który tak dobrze mnie zna - bo przecież we wrześniu minęło 7 lat naszej znajomości. Dziękuje Panie K. za te wszystkie nasze wspólne spotkania, za wspólne imprezy, za rozmowy - nawet na te najdziwniejsze tematy, dziękuje za te chwile dobre i złe a przede wszystkim dziękuje że ciągle przy mnie jesteś, choć przecież na przestrzeni tych lat tak bardzo oboje się zmieniliśmy.

They can keep me alive 
'Til I tear the walls 
'Til I slave your heart 
And to take your soul 
What have we done? 
Can it be undone? 
In the evil's heart 
In the evil's soul

Specjalne uściski dla Panny M. Nie mamy czasu ze sobą rozmawiać i tym bardziej spotykać ale wiedz, że bardzo często myślę co tam u Ciebie się dzieje i trzymam kciuki aby wszystko się u Ciebie ułożyło zarówno w miłości jak i na studiach. Bardzo się również cieszę, że kontrolujesz na bierząco moje wpisy choć przecież tak rzadko się pojawiają. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! I Pamiętaj na 3xP z Tobą piszę się zawsze! ;)

Mroczna piosenka Florenece przyprawia mnie o gęsią skórkę i przywołuje uczucia i pragnienia o których warto nie wspominać. Niezwykła, elektryzująca, przepełnina tajemnicą i uwodzicielska...

piątek, 30 sierpnia 2013

Life As We Know It

Everybody knows where you go when the sun goes down.
I think you only live to see the lights of town.
I wasted my time when I would try, try, try.
When the lights have lost their glow, you're gonna cry, cry, cry.

Chciałabym powiedzieć, żeby to było na tyle w temacie Pana D., ale nie sądzę by okłamywanie samej siebie było właściwą drogą. Nasza relacja ze skomplikowanej awansowała na ... no właśnie, aż ciężko to nazwać. Długie nocne rozmowy o życiu i miłości, wymienianie się ulubionymi piosenkami, wieczorne spacery - przyjaźń? - NIE! - zakochanie? - Boże broń!
Sama już w tym wszystkim się pogubiłam, ale muszę powiedzieć jedno - cokolwiek by to nie było i gdziekolwiek by to nie prowadziło, podoba mi się - na dany moment. Jest normalnie, a normalność w moim życiu ostatnio jest tak rzadko spotykanym zjawiskiem, że gdy tylko mam z nią do czynienia upajam się nią jak najlepszego gatunku winem - hmmm choć raczej w tym wypadku pasowało by upijam.

Who are we to be emotional
Who are we to play with hearts and throw away it all
Who are we to turn eachothers heads
Who are we to find ourselves in other peoples beds
Oh I don't like the way I never listen to myselfI feel like I'm on fire and I'm trying to cry for help
Oh I don't think you know me much at all
At all...

Zapach świeżo upieczonych muffinek z jagodami łagodzi moje skołatane nerwy i pomaga odnaleźć dawno zagubiony spokój. Zachciało mi się mieć swoją wielką, wakacyjną, romantyczną historię.... Było fajnie, ale gdy rzeczywistość puka to drzwi, trzeba się otrząsnąć i jak nawet to "otrząśnięcie" nie będzie krzywdzące dla mnie to ta druga osoba obawiam się że może ucierpieć ... i to prze zemnie.... aż chcę się powiedzieć "kolejna!", "znów!" .... i pracuj tu człowieku nad karmą.
Co w tym wszystkim jest najgorsze lub najbardziej przykre? Brak odwagi z mojej strony. Bo moim zdaniem trzeba jej wiele, by stanąć twarzą w twarz z 'Tą' osobą i powiedzieć, że czas przestać się spotykać. Ja tej odwagi chyba nie posiadam a milczenie wydaje się być najbardziej dziecinnym i niepoważnym rozwiązaniem ze wszystkich możliwych. Tak bardzo bym chciała żeby ktoś porządnie na mnie nakrzyczał i kazał wziąć się w garść. Bo przecież nie będę udawać że jest coś, czego z mojej strony nie ma. Bo chyba tylko gorsze o odrzucenia może być udawanie że na kimś Ci zależy. Im więcej spotkań tym bardziej ta osoba się angażuje, a Ty tym bardziej się utwierdzasz w przekonaniu, że to wszystko zagubiło swój sens już dawno temu. Może i moja decyzja będzie raniąca dla tej drugiej osoby ale szczerość to chyba najlepsza rzecz jaką mogę dać na sam koniec. Bo szczerość oznacza szacunek.
Zachciało mi się mieć swoją wielką, wakacyjną, romantyczną historię...

This love is be and end all
This love will be your downfall
This love is be and end all
This love will be your downfall
This love is be and end all
This love will be your downfall
I'm feeling down about this love

Pan DD. wyjechał i Kraków bez niego nie jest tym samym Krakowem, jaki miałam okazje poznać przez ostatni rok. Jest pusto, jest cicho, jest spokojnie. Aż z bólem serca muszę przyznać, że brakuje mi jego telefonów o 3  w nocy, naszych spotkań na Kazimierzu, zapachu parzonej przez niego kawy a przede wszystkim naszych rozmów, naszych żartów i naszych wygłupów. Macie mnie i nie mam zamiaru tego ukrywać - tęsknię za nim i to cholernie i bardziej niż mogłabym się przyznać przed samą sobą. Tęsknię za tym irytującym, do bólu nieodpowiedzialnym człowiekiem i draniem jakich mało na tym świecie - draniem dla innych. A dla mnie? A dla mnie moim słodkim i jedynym panem DD. Już się wprost nie mogę doczekać kiedy go ponownie wyściskam! A tak poza tym i w temacie to nie lubię Norwegii jeszcze bardziej!

Who are you to make me feel so good
Who are we to tell ourselves that we're misunderstood
Oh who am I to say I'm always yours
Who am I to choose the boy that everyone adores
Oh I don't see a reason why we can't just be apart
We're falling on eachother like we're always in the dark
Oh I don't think you know me much at all, at all


Pustkę w serduszku spowodowaną brakiem Pana DD i tęsknotą za nim, próbuje zapełnić osobą Pana J. o którym dzisiaj wspomnę tylko słowem, ale jest to zdecydowanie nietuzinkowa postać zasługująca na dwa lub nawet na słowa trzy. Pan J jest niezwykle przystojnym, inteligentnym i wbrew dacie figurującej w dowodzie osobistym - dojrzałym mężczyzną. Można wręcz powiedzieć, że z charakteru stanowi absolutnie przeciwieństwo Pana DD. Podobne spojrzenie na ważne życiowe sprawy zaowocowały wieloma wieczorami spędzonymi na długich rozmowach przy winie. Te popołudniowe spotkania również okazały się niezwykle udane - zwłaszcza te spędzone w naszej ukochanej Scharlotte, gdzie w tle leci nastrojowa francuska muzyka, w powietrzu czuć aromat świeżo parzonej kawy oraz słodkiego pieczywa podczas gdy my rozpływamy się w ekstazie zajadając się sernikiem z białą czekoladą i musem malinowym. No i ten przystojny kelner, który spokojnie mógłby być brany za brata bliźniaka Enrique Iglesiasa jeszcze dodaje temu miejscu dodatkowy urok i czar ;) Choć tak naprawdę nawet bez niego Sharlotte zawładnęła by naszymi sercami oraz kubkami smakowymi.
Szalenie spontaniczna wycieczka do Warszawy z Panem M. zakończyła się 3-dniowym zatruciem żołądkowym. Ale wiecie co - warto było. Choć żar się lał z nieba, a nasz dieta opierała się na jedzeniu nieprzyzwoitej ilości lodów to bawiliśmy się wprost fantastycznie i zdołaliśmy zobaczyć najważniejsze atrakcje naszej stolicy - wliczając w to Stadion Narodowy, Pepsi Arene i jedząc prawie 3 godzinny lunch w łazienkach Królewskich. Jak nie da się zaprzeczyć, że samo miasto nas bardzo pozytywnie zaskoczyło to jego mieszkańcy już niekoniecznie. Tak więc choć dzień był cudowny to koniec końców cieszyłam się że zakończyłam go w Krakowie podążając ulicami które przecież tak dobrze znam.

Koniec Września już lada dzień i daty egzaminów coraz bliżej w kalendarzu a mój podręcznik do prawa ciągle i niestety tylko ładnie wygląda na półce. Kampanie wrześniową czas zacząć - od poniedziałku...

"Nie ma przypadków przypadkowych. Wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Róże rzeczy dzieją się w życiu nie bez powodu... nawet te złe" 


A tymczasem ja się żegnam moi mili.



poniedziałek, 15 lipca 2013

Dziwny ciąg niepojętych snów o cynamonowym zapachu.

Cos if one day you wake up and find that you're missing me,
And your heart starts to wonder where on this earth I can be,
Thinking maybe you'd come back here to the place that we'd meet,
And you'd see me waiting for you on the corner of the street.

Nie, nie dam dzisiaj nikomu tej satysfakcji i zgodnie z moim założeniem nie będę pisać o tym, o kim pisać nie miałam. Choć ON widocznie sobie o mnie ostatnio przypomniał i postanowił dręczyć moją duszę i umysł za pomocą najpopularniejszego komunikatora społecznego...
Zresztą muszę się pochwalić małym sukcesem - z dnia na dzień myślę o nim coraz mniej, choć to i tak na tyle dużo, że aż wstyd się przyznać. Na szczęście wiele innych spraw zaprzątający mój umysł pozwala  mi na owe "nie myślenie". Pozostały jeszcze tylko te noce - głuche i puste.

Let me hold you
For the last time
It's the last chance to feel again
But you broke me
Now I can't feel anything

Powoli jednak czuję to ... nadchodzi coś, na co czekałam już dawno. Bardzo wolno, ale jednak z każdym dniem przełączam przycisk "on" na "off". Wyłączam uczucia. Dla niektórych może to wydawać się okrutne, ale dla mnie to jest coś na co wyczekuję z wielką ekscytacją i poruszeniem. Z każdym dniem wraca moja pewność siebie, z każdym dniem noszę głowę coraz wyżej a na twarzy gości więcej uśmiechu -tego ironicznego, ale jednak. Uczę się żyć na nowo, uczę się być na nowo taką jak kiedyś i odnoszę sukces na tym polu. Zresztą nie tylko... może dla tego ostatnio tak mi się powodzi. Drobny sukces potrafi nas podbudować, a ich pasmo? Huh! Jest coraz lepiej!

Spotkanie z Panną M. naładowało mnie ogromem pozytywnej energii i utwierdziło w przekonaniu, że nikt tak dobrze nie zrozumie kobiety jak druga kobieta. Mogę mieć swoich przyjaciół płci męskiej, ale to i tak nigdy nie będzie to samo! Kobiety są kobietami, mężczyźni - mężczyznami i jest to powszechnie znany fakt, że przecież my jesteśmy z wenus a oni z marsa.
Oczywiście nic nie chcę ujmować moim męskim znajomy! Bo przecież nic tak dobrze nie smakuje jak tosty o pierwszej w nocy przygotowane przez półnagiego mężczyznę o torsie niczym z reklamówki Cevina Kleina. No i przecież kto innym by Cię odbierał wstawioną z Rynku? Pomagał wybierać prezent urodzinowy dla osoby wymienionej powyżej? Użyczał swojego silnego ramienia gdy już na prawdę jest źle? Mówił, że jak ktoś odważy się Cię skrzywdzić to go zabije? No właśnie...

Miniony tydzień nauczył mnie oraz utwierdził w kolejnej rzeczy. Otóż nie warto zbytnio planować. Może mam tak tylko ja? A może wam też się zdarza, ale ostatnimi czasy życie pokazuje mi, że cokolwiek bym sobie nie obmyśliła, przemyślała na setki sposobów czy zapanowała - zawsze jakoś wychodzi inaczej. Nieprzewidywalność i zmienność kolei losu przyprawia mnie w ostatnich dniach o mały zawrót głowy. Bo przecież zawsze jakiegoś wariantu nie brało się pod uwagę!
Jak by Ktoś mnie zapytał co najbardziej cenię sobie w życiu to na dany moment powiedziałabym, że właśnie tą nieprzewidywalność. Bo taka jest prawda - nie wiesz tak do końca co się wydarzy następengo dnia. Warto tylko czasem dopomóc  losowi i ruszyć się z domu. Uwierzcie mi -świat daje nam tyle możliwości! Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać tych odpowiednich dla nas. Zmienność, ulotność - to sprawia, że bardziej doceniamy to co otrzymaliśmy i co posiadamy. A jak to już stracimy to - no cóż, tak to już jest - przynajmniej zostają piękne wspomnienia.

Cele - to kolejna diabelnie ważna rzecz. Warto wiedzieć gdzie się chce podążać. To ułatwia wybranie właściwiej i optymalnej drogi.. Jak dobrze, że zrozumiałam to teraz, dzięki temu cały czas pnę się w górę i realizuję. Kto wie, ale moi drodzy już za kilka-kilkanaście dni będziecie mnie mogli podziwiać w małym, czerwonym autku z dużym znakiem L na dachu! Mieszkańcy Karkowa -strzeżcie się! ;)

Pan M. twierdzi, że czyta ze mnie jak z otwartej książki i że idzie mu to świetnie. Ja twierdzę, że zaledwie dobrze i warto wspomnieć że czytać dobrze nie oznacza umieć przeczytać wszystko!

Arbuzowo -cynamonowy zapach wakacji. Istny oksymoron! Co się ze mną dzieje? Już nawet pory roku mi się mieszają. Świat zwariował - no chyba.... no chyba że to może ja?

Chaotyczny ciąg całkowicie oderwanych od siebie myśli. Witajcie w mojej rzeczywistości. I ten intrygujący zapach cynamonu nagminnie pojawiający się w snach. Przypadek?

Wishing, wanting for something more
Always better than I had before
Who knew these dreams would come true
And I run the red, won't stop at night
I don't care for traffic lights
Things ain't moving quick enough for me

Ah i warte zapamiętania - kluczyk do serca najlepiej zakopać gdzieś głęboko, albo nosić na własnej szyi, w tedy masz pewność, że w żadne niepowołane ręce się on nie dostanie.

"Biada temu, kto nadużywa przewagi, jaką nad sercem drugiego posiada, w tym celu, by pozbawić go radości, kiełkującej na dnie jego serca. Żaden podarunek, żadna przysługa nie są w stanie zastąpić radości, której nas pozbawiła zawistna niechęć naszego tyrana."


Tymczasem moi mili.

czwartek, 4 lipca 2013

Już po raz ostatni...

 Zapewne pozostawi to porządną skazę na moim ego, ale warto być szczerym od czasu do czasu ze sobą i wreszcie się przyznać, że absolutnie, ale to absolutnie NIE ROZUMIEM MĘŻCZYZN. Zwłaszcza jednego konkretnego przeklętego faceta, przystojnego, wysokiego bruneta (który przecież nie jest w moim typie!), piekielnie inteligentnego, wygadanego, o zdecydowanie za wysokim EGO i zbyt niską dozą samokrytyki wobec siebie, zarozumiałego ,egocentrycznego, egoisty! Jak dobrze, że ten ów mężczyzna wyjechał właśnie do kraju wikingów - baw się dobrze Panie D. i uważaj na fiordy!
Wiem, że to kolejny wpis o tym facecie ale obiecuję - pisze o nim po raz ostatni.... na prawdę ostatni! Przysięgam - tak bardzo ostatni raz ... przynajmniej w tym miesiącu. Lipiec ogłaszam czasem bez Pana D. (i niech go piekło pochłonie kropka!).



Tak abstrahując od tematu ciężko być kobietą w dzisiejszych czasach. Chciałabym żeby mężczyźni wymagali chociaż w połowie tyle od siebie, ile wymagają od płci pięknej. Każdy pragnie ideału. Przede wszystkim i oczywiście piękna - wiecie odpowiednio szczupła, odpowiednio wysoka, ładnie i proporcjonalnie zbudowana (patrz fajny tyłek fajne cycki) i bardzo zadbana - przy czym w zadbaniu nie może przekroczyć linii tak zwanej "pudernicy". Do tego inteligentna, ale też nie za bardzo, przynajmniej nie bardziej niż "Pan i Władca", zaradna, ale też nie na tyle by mężczyzna mógł by się poczuć zbyt mało męski, przebojowa, ale z umiarem, wierna i kochająca, ale tolerancyjna. Powinna wiecznie czekać na swojego ukochanego w przypadku gdy on po piwie lub 2 lub 3 może się zjawi, ale podkreślam MOŻE! Powinna również umieć gotować, piec a gdy przyjdzie również odpowiedni moment być rozgrzana kocicą zawsze gotową na swojego tygryska. Panowie - naprawdę? Im więcej przebywam z mężczyznami tym bardziej mam ochotę im powiedzieć żeby puknęli się porządnie w głowę i popatrzyli w lustro. Żeby czegoś oczekiwać najpierw trzeba dać coś w zamian!

Ale koniec! Dzisiaj nie o tym, choć temat zarysował się bardzo ciekawie na jakiś kolejny wpis. Dzisiaj ponownie urządzam swoją prywatną terapię na forum publicznym. Tylko to może mi pomóc, to i bieganie. Wiem, staje się monotematyczna- bo ile można pisać o jednym facecie? Uwierzcie - można wiele, źródło niewyczerpanej inspiracji oraz powód jeszcze większej ilości nieprzespanych nocy.

 

Znacie ten motyw pewnie z wielu książek i filmów - niezależna, pewna siebie kobieta, wiedząca czego chce, mocno stąpająca po ziemi i zawsze panująca nad uczuciami - taka trochę zimna suka, pewnego, pięknego lub też nie, dnia spotyka faceta i..... no właśnie. Widzicie tę kobietę? To kiedyś byłam ja, a teraz spójrzcie na tego mężczyznę - cóż to zdecydowanie Pan. D. Taki jak ja, kropka w kropkę. Czasami się zastanawiam jak dwie osoby mogą być tak podobne? .
Żeby było szczerze i przejrzyście - święta to ja nie jestem! O nie! Wręcz bliżej mi "tam na dół" niż "tam do góry". Spotykałam się z wieloma mężczyznami. Coraz to nowi ludzie, nowe twarze, pełna rotacja. Jedni odchodzą inni przychodzą i każdy kolejny znaczy mniej niż poprzedni. A potem wracam do domu, do własnego pustego łóżka i w ciemności zostaje sama, sama z tą pustką w sercu z tym lekceważącym stosunkiem do innych. Nie ten, to następny. Niby szczęśliwa ale jednak czegoś mi  w tym wszystkim brakowało ... A potem zjawił się ON i pokazał mi czym życie tak na prawdę jest. Pierwszy raz na kimś zaczęło mi zależeć. Te irracjonalne emocje które we mnie wzbudzał. Te motylki w żołądku, to podśpiewywanie na ulicy, to uczucie szczęścia -czyste, piękne, obezwładniające i w tym wszystkim aż przerażające.


"Z tamtych dni zapamiętałam tylko słońce, Twoje słowa i poczucie bezgranicznego szczęścia"

Nic się w tedy nie liczyło, był ON i cokolwiek by się nie wydarzyło jego uśmiech, wzrok lub nawet wiadomość spychała problem na dalszy plan. Choć wstawałam codziennie rano, tak samo jak wcześniej, układałam moje falowane włosy i robiłam makijaż, to nigdy nie patrzyłam sobie w oczy. Bo się bałam. Bałam się, że zobaczę w nich iskierki miłości...  A potem wszystko się skończyło. Mama chyba miała racje -jak już raz zasmakujesz miłości to tylko i wyłącznie będziesz chciał więcej i więcej. Chce więcej! Ale zamiast tego znów wróciłam do tego pieprzonego stanu wegetacji. Historia zatoczyła koło. Tylko w tym przypadku nie spotykam się z mężczyznami by chwilo zapełnić tę pustkę. Spotykam się z nimi by zapomnieć o nim.

Zawsze kiedy z Tobą pisałam , śmiałam się w głos lub tylko się uśmiechałam ..a mama patrząc na mnie kiwała tylko głową powtarzając sobie pod nosem: ”Boże co ja mam za głupka w domu”



Pan D. to dopiero ziółko! Przez jego sypialnie przewinęło się prawdopodobnie więcej kobiet niż u niejednego Hollywoodzkiego aktora. Nie oceniam! Skoro same pchają się do łóżka to byłby idiotą gdyby nie skorzystał. Tylko nie rozumiem swojej roli wśród tych kobiet. One - jednorazowe turnee, a ja? Po co tyle telefonów? Na co te wiadomości? Po jaką cholerę te wszystkie spotkania?  Niech mi to ktoś wytłumaczy?


Chodź nie, już chyba tego nie potrzebuje. Ja ruszam dalej, zdecydowałam i konsekwentnie idę w tym kierunku. Wiecie co, mam to przeczucie że gdy Pan D. przyjedzie z wakacji będzie chciał, będzie chciał czegoś więcej i ja, choć też pewnie będę pragnąć go każdą komórką nerwową mojego ciała, powiem NIE. Już za późno - o te 2 miesiące za późno. Czy mi na Tobie zależy? - TAK! Ale przychodzi taki moment, kiedy to szczęście o które tak dzielnie próbujesz walczyć jest obkupione zbyt wielkim bólem. Czasem tylko parę kropel łez, o jedną nieprzespaną noc za dużo - ale ta linia zostaje przekroczona i choć chcesz, to nie potrafisz. Zawsze będzie mi na Tobie zależeć, prawdziwe uczucia nigdy nie umierają do końca, człowiek po prostu się do nich przyzwyczaja i potrafi z nimi żyć. Tak jak ja teraz.


"Trzy papierosy, coraz głębsze wdechy. Piję coraz więcej, jem coraz mniej. Wszystko będzie jak zwykle, muszę to tylko przeczekać, muszę odpocząć."



Nigdy, przenigdy w moim życiu nie zapomnę tego co mi dał. Tyle wspomnień, wspaniałych, zapierających dech. Pokazał mi czym życie tak na prawdę jest i gdzie tkwi jego prawdziwe piękno. Moje złamane serduszko pewnego dnia się zabliźni, i znów mam taką nadzieję, będę potrafiła komuś zaufać i kogoś pokochać. Jak na razie wycofuje się do mojego kokonu który usilnie próbuje odbudować by móc przełknąć porażkę i zranione ego. Choć może właściwie to jestem wygranym? Wygrałam pewność że jestem zdolna do uczuć, że jestem zdolna do ich okazywania, że potrafi mi zależeć, że potrafię Kochać. Teraz tylko potrzebuje znaleźć osobę która będzie ich warta...


"Ludzie zawodzą mała. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Jeszcze wiele razy będziesz przez nich płakać, ale to pomaga Ci być silniejszą i bardziej ostrożną. Pamiętaj - obdarzaj zaufaniem tych, co na to zasłużyli. Pamiętaj"


A teraz zarówno Panu D. jak i każdemu kto strcił kogoś przez swoje wahanie dedykuje piosenkę. Dla was kochani, byście się nie obudzili za późno, bo stawka zazwyczaj jest ogromna a czasu tak niewiele.

"Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go
And you let her go

Staring at the bottom of your glass
Hoping one day you'll make a dream last
But dreams come slow and they go so fast
You see her when you close your eyes
Maybe one day you'll understand why
Everything you touch surely dies

But you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go

Staring at the ceiling in the dark
Same old empty feeling in your heart
'Cause love comes slow and it goes so fast
Well you see her when you fall asleep
But never to touch and never to keep
'Cause you loved her too much and you dive too deep

Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go
Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you're missing home
Only know you love her when you let her go"



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Cause you can't keep a bad girl down...

Noc Kupały to stare słowiańskie święto związane z letnim przesileniem słońca i przypadające na najkrótszą noc w roku. Jest to święto wody, ognia, słońca i księżyca, miłości, płodności, szczęścia i radości. Jedyna noc w przeciągu całego roku, kiedy można było zrzucić z siebie ciężkie okowy moralności i przyzwoitości by móc bezwstydnie zaszaleć w świetle gwiazd oraz księżyca, tańcząc dziko w blasku ognisk na łące w rozgrzanym, przesiąkniętym zapachem ziół i kwieciem powietrzu. Ja tego roku również miałam swoją prawdziwą noc Kupały.

"Prohibition never stood a chance against exhibition. It's human nature to be free, and no matter how long you try to be good, you can't keep a bad girl down"

Może to wina Krakowski upałów które dręczyły niemiłosiernie od paru dni szlachetnych mieszkańców tego miasta, a może szukam tylko drobnego usprawiedliwienia na zamęt jaki miałam owego dnia w głowie. Temperatura dobijała 30 kreski na termometrze, choć słońce zaszło już dobre 2 godziny wcześniej. Leżąc półnaga na łóżku popijałam raz po raz wodę z dużą ilością lodu, wachlując się notatkami z ekonomii. Gorąco! Dźwięk wiadomości zakłócił perfekcje gitarowego brzmienia Benedetti & Svoboda, którego delikatne i słodkie nuty niosły się po moim pokoju. To ON napisał... oczywiście, że on. Ze wszystkich jego cech, które tak bardzo nienawidzę, najgorszą jest jego wyczucie czasu. Idealnie trafia w okresy moich słabości. Czy się z nim zobaczę? Oczywiście, że tak! Przecież plan, o ironio, miał być - "zapominamy" prawda?

30 minut. Pół godziny. 2 kwadranse. Dokładnie tyle potrzebowałam by znaleźć się w miejscu w którym się umówiliśmy. Jeżeli uważałam, że gorąco było w moim pokoju, to nie umywało się to do sytuacji na zewnątrz. Powietrze wręcz pulsowało, było naelektryzowane żarem ostatnich dni, duchota która zabierała oddech i jednocześnie prawdopodobnie zdolność racjonalnego myślenia. Wrzące powietrze, wrząca skóra, łomoczące serce. Ja wiedziałam jak ta noc się skończy - ON zresztą też wiedział.
Na początku niewinnie - parę spojrzeń, lampka wina, rozmowa. Potem kolejna lampka wina, pierwszy kontakt, namiętne spojrzenia. Trzeciej lampki już nie pamiętam. Zagubiła się pomiędzy ognistymi i przepełnionymi pragnieniem pocałunkami i palącym dotykiem. Dźwięk tłuczonego szkła, zdejmowane w pośpiechu ubrania, przyspieszone oddechy. Świat zewnętrzny przestał istnieć, światła miasta zgasły, tylko Ja i ON oraz nasze nagie i mokre od potu ciała, pożądanie krążące w naszych żyłach, słodko - słony smak w ustach.


"Stacks on deck
Patrone on ice
And we can pop bottles all night
Baby you can have whatever you like 
Yeah
You can have whatever you like 
Yeah
Late night sex so wet and so tight
I'll gas up the jet for you tonight
Baby you can go where ever you like 
Yeah 
You can go where ever you like"

Wspólny prysznic który miał nas trochę ostudzić na nowo rozpalił pożądanie a potem, a potem leżeliśmy pozbawieni tchu na łóżku, nieprzyzwoicie wyczerpani, pogrążone każde w swoich myślach. Z głową na jego piersi słyszałam tylko bicie jego serca, które powoli wracało do prawidłowego rytmu.

Najkrótsza noc w roku okazała się tą najintensywniejszą. Ale nie martwcie się moi przyjaciele, to dopiero początek lata i wiele takich szalonych nocy przed nami, wami.

Wiem, że za parę dni będę pluła sobie w twarz, że do niego pojechałam. Wiem to. Wiem, że powinnam zapomnieć, mam o nim zapomnieć, ale po tym co ostatnio się wydarzyło będę prawdopodobnie pamiętać do końca życia - wiem to... Ale jak pewna mądra osoba mi niedawno powiedziała "Nigdy, przenigdy nie żałuj czegoś, co wywołało uśmiech na twojej twarzy". A więc:

"Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien
Ni le bien qu'on m'a fait
Ni le mal tout ça m'est bien égal"

poniedziałek, 10 czerwca 2013

I'm giving up, giving up, giving up now....


Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse

Za mną bardzo ciężki tydzień. Zaliczenia, referaty, kolokwia i szkolenie LDESP. To ostatnie, choć jestem cholernie dumna i choć dało mi taki ogrom satysfakcji, wyczerpało mnie do granic możliwości. A więc, gdy wychodziłam po 10 godzinnej konferencji z Audytorium Maximum, gdy nareszcie zrzuciłam z ramion tą przeklętą marynarkę, gdy zamieniłam szpilki na balerinki i wzięłam głęboki oddech byłam pewna, byłam pewna że muszę się wyrwać na chwile z tego miasta. Zasłużyłam sobie na moment odpoczynku psychicznego, chwile dla siebie w samotności, by pomyśleć nad sobą i nad NIM. Choć przez cały tydzień dzielnie i z powodzeniem próbowałam tego nie robić. Tak więc szybko spakowałam rzeczy i 2 godziny później siedziałam już w autobusie do Zakopanego. Bo najlepszym lekarstwem na zmęczony umysł są bolące mięśnie.

Może taką terapię powinnam zastosować już wcześniej? Rześkie, czyste powietrze, rytmiczny krok, spokój... Tylko Ty i natura. Jak daleko zajdziesz? Zależy od Ciebie. To Ty tu decydujesz. Poddajesz się? Wracasz? A może idziesz dalej? Na ile Cię stać? Słońce, przerwa, wspinaczka. Każdy krok to walka. Czujesz ból w mięśniach, zaczyna brakować Ci oddechu, ale nie poddajesz się, Idziesz dalej, jesteś nie do zatrzymania. W myślach krzyczysz "Dlaczego?", "Ty cholerny draniu!", "Czemu o Tobie wciąż myślę?", "Chcę przestać o Tobie myśleć", "Chce się od Ciebie uwolnić!", "Czemu się nie odzywasz?". Każdy krok jest małym zwycięstwem, z każdym oddechem wyrzucasz z siebie wszystkie pretensje, żale i jest Ci lepiej. Na duszy, na sercu... aż w końcu zdobywasz szczyt. Może to tylko połowa drogi, ale główny cel osiągnięty. Wreszcie czujesz, że na nowo zaczynasz kontrolować swoje życie i siebie. Nareszcie możesz z całych sił krzyknąć "A niech Cię piekło pochłonie Panie D.!"


Who knows how long
I've been awake now?
The shadows on my wall don't sleep
They keep calling me, beckoning


Who knows what's right?
The lines keep getting thinner
My age has never made we wise
But I keep pushing on and on and on and on


There's nothing left to say now
There's nothing left to say now
I'm giving up, giving up, giving up now
I'm giving up, giving up, giving up now


Chmury robią się coraz gęstsze. Najpierw czujesz na swojej skórze tylko lekką mżawkę, która szybko przeradza się w ulewę. W oddali słychać grzmoty, jeden za drugim, poprzedzone oślepiającymi rozbłyskami, które migają Ci między koronami drzew. Deszcz spływa po Twojej twarzy. Biegniesz w dół. Z kamienia na kamień. W rytm muzyki która dudni w Twoich uszach. Wolność! Oczyszczenie! Pierwszy raz od dawna czujesz się szczęśliwa, czujesz że żyjesz. Nie ważne że jesteś przemoczona do suchej nitki, że jest Ci zimno a zarazem gorąco, nawet nie zwracasz uwagi na palący ból w łydkach. Biegniesz, a to daje Ci radość. Kiedy ostatnio oddychałaś pełną piersią? Poślizgujesz się, upadasz, wstajesz. To takie proste.

 Where there is desire
There is gonna be a flame
Where there is a flame
Someone’s bound to get burned
But just because it burns
Doesn’t mean you’re gonna die
You gotta get up and try, try, try

A potem, a potem jakby nigdy nic wychodzi słońce. Po burzy prawie nie ma śladu, poza kroplami deszczu na liściach i błotem, które jest wszędzie - na ścieżce, twoich butach i spodniach.
Wydaje Ci się, że terapia odniosła skutek. Czujesz się dobrze, nawet bardzo. Gorący prysznic, herbata z cytryną, wygodne łóżko. Zasypiasz od razu i wreszcie budzisz się wypoczęta. Świeci piękne słońce a z okno rozpościera się panorama na góry. Świeże bułki na śniadanie, aromatyczna kawa. Wszytko smakuje lepiej. Powoli, bez pośpiechu się pakujesz. Wsiadasz w samochód, pusta droga i wiatr we włosach. Myślisz, że wreszcie Ci się udało zapomnieć, że nareszcie Ci przeszło ..... ALE.....


"Były i dobre dni, kiedy chodziła zatopiona w snach na jawie, z uśmiechem na ustach, przyłapywała się na chichotaniu, gdy szła ulicą i kiedy nagle przypomniał jej się jakiś wspólny żart. Potem znów nadchodził czas, gdy wpadała w głęboką depresję, aż wreszcie odnajdywała w sobie tyle siły, by ją pokonać na kilka następnych dni. Tyle że najmniejszy drobiazg doprowadzał ją ponownie do łez."

Czymże było by życie bez niespodzianek. Byłaś taka dzielna. Przez cały tydzień. Nie widziałaś się z nim, nie rozmawiałaś, nie pisałaś - od poniedziałku, a jest już niedziela. Skupiałaś się na wszystkim, byle by o nim nie myśleć. Tydzień - niby to niewiele, ale Tobie się wydawało jak by to było w innym życiu, miliony lat temu, tak dawno!
Nareszcie sobie wszystko poukładałaś. Wydawało Ci się, że byłaś gotowa zostawić to, GO za sobą i ruszyć dalej. Tak Ci się wydawało..... póki nie zadzwonił.
Po Cholerę to zrobił! Cały pieprzony tydzień, wszystko co sobie wypracowałaś zwłaszcza po ostatniej wycieczce w góry, wszyściusieńko obróciło się w pył. Jaka stabilizacja? Jakie decyzje? Bezczelny! Dzwoni bo był na Zakrzówku, tam gdzie go kiedyś zaprowadziłaś, w twoim ukochanym miejscu, którym się z nim podzieliłaś. Chciał podziękować. Zapytał się czy pamiętasz? A Ty gorzko śmiejesz się w duchu - jak mogłabyś zapomnieć? Nawet teraz, w tej chwili, brakuje Ci tchu na samo wspomnienie. Obrazy żywe w pamięci, jak by to było wczoraj. Upalny, słoneczny dzień, bardziej letni niż wiosenny, a to przecież był kwiecień. Nawet bardzo dobrze pamiętasz jak pachniało powietrze, tak słodko i świeżo. Białe kwiaty na drzewach, które potem wtykał Ci we włosy, lodowata woda, żwir w butach. Widzisz przed oczyma również ten pieprzony kamień, ołtarz jak się zaśmiewał. Kamień na którym tak namiętnie i bez opamiętania się całowaliście. Możesz nawet ponownie poczuć jego ręce na swoich udach, jago usta na swoich ustach, szyi...


"Nag­le przes­ka­kuje iskra, dotyk, nami­ętność, pocałunki­, chwila, moment, mokre twarze, mok­re włosy, mok­re us­ta, spląta­ne is­tnienia, popląta­ne myśli i jeszcze bar­dziej popląta­ne uczu­cia. Wszys­tko żyje, bieg­nie, go­ni da­lej, a oni są tu i te­raz. Zat­ra­cić siebie,nic przy tym nie uro­nić, tyl­ko zu­pełnie i osta­tecznie zat­ra­cić się w tej chwi­li. Tu i teraz..."


Jak śmie pytać czy pamiętasz?! To jak spacerowaliście za rękę w stronę skałek Twardowskiego. To jak Cię nosił na rękach, jak nie mógł oderwać od Ciebie - swoich oczu, dłoni, ust. Znów te diabelne pocałunki, prawdziwe "kisses of fire"! Słońce, śmiech, szczęście. To jak poszliście na frytki, głupie frytki, które były wstrętne, ale kto by się tym przejmował skoro jedliście je razem. To jak odprowadził Cię do domu....
Pytał się jak Ci się udałą wycieczka w góry? Och było fantastycznie - dopóki nie zadzwoniłeś! Opowiada Ci o koncercie Hugh Lauriego na którym był w zeszły czwartek. Ty o Tym jak znów zapomniałaś parasola i wracałaś mokra do domu. Śmiejecie się z siebie nawzajem. On denerwuje się egzaminem z 'cywila' a Ty, 4 innymi. Pyta się, kiedy wpadniesz odwiedzić paprotkę, którą kupiłaś mu gdy się przeprowadzał. Odpowiadasz, że MOŻE wkrótce. Życzy Ci udanej sesji i się rozłączacie.
Jakie to głupie. Jesteś wściekła, że zadzwonił ale z drugiej strony cieszysz się jak dziecko. Słyszysz jego głos i serce fika koziołki, a krew znów zaczyna szybciej krążyć w żyłach jak byś znów zbiegała w dół. I tak od tej chwili znów nie potrafisz się skupić na niczym innym niż na NIM. A zaszłaś już tak daleko..... Mężczyźni, co oni z nami robią?
Czasami sobie myślę, że ten kto ostatnimi czasy obserwuje moje życie z boku musi mieć niezły ubaw. Nigdy nie zrozumiem dlaczego wybrałam JEGO. Z jednej strony ON, który mnie kolokwialnie olewa, a z drugiej facet który jest wstanie jechać przez całe miasto by odebrać mnie z zajęć i odwieść do domu, tylko i wyłącznie, bo się za mną stęsknił, a wie, że sesja się zbliża i nie mam czasu. Miała bym czas. Jak by ON mi zaproponował spotkanie to był znalazła go na pewno, ale że to nie był ON.... Pan D, jest okrutny dla mnie, a ja jestem okrutna dla Pana M. ... życie.


I was thinking about you, think about me,
Think about us, what we gonna be,
Open my eyes, It was only just a dream.


Travel back, down the road,
Will come back, no one knows,
I realize, it was only just a dream

wtorek, 4 czerwca 2013

Maybe tonight I'll call you, after my blood turns into alcohol....

Zbliża się sesja a więc również nadchodzi czas na nowy post. Nie zrozumcie mnie źle, ale to taki moment w życiu każdego studenta, że chcesz robić wszystko ale nie to co powinieneś. A więc tak: za godzinę mam zajęcia, za dwie i pół referat, jutro kolokwium zaliczeniowe, a za równy tydzień pierwszy egzamin. Przydało by się pouczyć co? Ale nieeeeee ja mam ochotę się pouzewnętrzniać. I tak, zrobię to tutaj, właśnie zaraz, teraz, już!
Wiecie, jakieś 3 miesiące temu dodałam bardzo ciekawy post na temat miłości. Pisałam tam na temat byciu singlem w kontekście walentynek, jaka to jestem szczęśliwa i tak dalej i tak dalej..... 3 miesiące później czytam go ponownie i chwytam się za głowę - jak Ty Panno A. mało o życiu w tedy wiedziałaś. 3 miesiące. Tylko 3 miesiące? Aż 3 miesiące? Mało? Dużo? Czy to w ogóle istotne?
Bo ja przez te 3 miesiące chyba, a raczej na pewno, po raz pierwszy w życiu poczułam co to znaczy się zauroczyć. Ale wiecie, tak na całego, na maksa, kompletnie, całościowo, niezaprzeczalnie i bezapelacyjnie. Ze wszystkimi tymi bajerami w postaci iskrzących się oczu, nuceniem w autobusie, permanentnym bananem na ustach i tym czymś latającym w żołądku.  Ja, chyba najbardziej racjonalny człowiek jakiego znam, leżałam na łóżku, gapiłam się głupio w sufit, z jeszcze głupszym uśmiechem na ustach słuchając "You got me" albo..... miliona innych do bólu sentymentalnych piosenek. Litości!


"Bo ja kocham Twoje włosy, glany, cienkie papierosy .... że nie wszystko mówisz mamie"

To był krótki, lecz bardzo intensywny romans. Nie przypuszczałam, że można o kimś myśleć cały czas... o nie. Nie przypuszczałam, że będę czekać z utęsknieniem na każdą wiadomość .... o nie. Nie przypuszczałam, że ktoś może tak bardzo wejść w butami w moje życie, całkowicie je pozmieniać, przewrócić, nabałaganić, a następnie z uśmiechem na twarzy ruszyć dalej. Również nie przypuszczałam, że z powodu mężczyzny zacznę cierpieć na bezsenność. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek ktoś jednym spojrzeniem będzie potrafił pozbawić mnie tchu, jednym uśmiechem dodać skrzydeł, jednym pocałunkiem zburzyć te wszystkie mury które tak konsekwentnie budowałam przez całe życie. Przeklęci mężczyźni!



I touch your lips and all at once the sparks go flying
Those devil lips that know so well the art of lying
And though I see the danger, still the flame grows higher
I know I must surrender to your kiss of fire
Just like a torch, you set the soul within me burning
I must go on, I'm on this road of no returning
And though it burns me and it turns me into ashes
My whole world crashes without your kiss of fire



Pewnie znacie tę historie. Spotykacie się przypadkiem - znajomy znajomego. Z początku miły i sympatyczny, całkiem przystojny, ale przecież nie w Twoim typie. Zaczynacie rozmawiać ... świetnie wam się gada! Tyle wspólnych tematów. Umawiacie się wszyscy razem jeszcze raz ale to i tak nie wystarcza. Więc "przypadkiem" widzicie się raz jeszcze i jeszcze, tym razem już sami. Nabierasz pewności że to ten typ -niepozorny casanova. Taka Ty, tylko wersja męska. Nie chcesz tego bo znasz siebie i przez to znasz jego. Mówisz sobie "ogarnij się!", "tylko nie TO!", "tylko nie z NIM!". Ale jak to śpiewała Meg z Herculesa " rozum krzyczy weź się w karby, lecz serce głuche gdy się uprze". I nawet nie wiesz kiedy, jak i dlaczego zakochujesz się, przepadasz...

"Dzień dobry! Kocham Cię! Już posmarowałem Tobą chleb"


To jest ponad Tobą. To jak walka z wiatrakami. Im bardziej starasz się powstrzymać tym jest gorzej. O dziwo on tez traktuje Cię inaczej niż inne zdobycze. To jak na Ciebie patrzy, to ja Ciebie całuje, to jak się do Ciebie uśmiecha, to jak do Ciebie mówi, to jak do Ciebie pisze..... zaczynasz wierzyć, że a może jednak..., że to coś więcej. Wręcz zaczynasz być tego pewna, ale przecież obydwoje jesteście zbyt dumni by się do tego przyznać.  Pojawia się nadzieja i w tedy nadchodzi ..... jeden wielki krach. A najgorsze że to nie z Twojej ani jego winy. Urok mieszania się osób trzecich.


Give me your lips, the lips you only let me borrow

Love me tonight and let the devil take tomorrow
I know that I must have your kiss although it dooms me, consumes me, 
The kiss of fire.



Jest źle. Godzinami słuchasz Alexa Clare - Too Close czy Eda Sheerana - Give Me Love. Czujesz się jak by ktoś Ci zabrał całą energię do życia. A najgorsza jest ta pulsująca pustka w klatce piersiowej, ten ból w sercu - to jednak nie bajki. Milczący telefon i cisza, która aż krzyczy w pokoju. Nie zadzwonisz. Duma Ci na to nie pozwala. On też nie - przecież jesteście tacy do siebie podobni. Choć w środku krwawisz i to Cię na prawdę boli wiesz jedno: za żadne skarby i wspaniałości tego świata nie oddałabyś nawet jednego jego pocałunku. Ba, nawet spojrzenia! Choć jesteś teraz szarym kłębkiem nieszczęścia uczynił Cię szczęśliwszą niż kiedykolwiek byłaś, czy nawet wyobrażałaś sobie że mogłabyś być. Fakt że go nie masz, powoduje że pragniesz go jeszcze bardziej, jeszcze mocniej Ci na nim zależy. Spotykacie się jeszcze raz, czy dwa. Ale to już nie to samo. Rozmowy są pozbawione tego ognia, uśmiechy świetnie wyuczone. Gra pozorów. Komu zależało mniej? Nie ma pocałunków, nie ma przytuleń. Jest między wami dystans, ściana którą wręcz możesz poczuć. Najchętniej rzuciłabyś się na niego, ale wiesz, że nie możesz. Najmniejsze muśniecie elektryzuje Ciebie całą i przyprawia o palpitacje, ale wiesz, że to złe. Idziecie ulica ramię w ramię co chwile wpadając na siebie, niby to przypadkiem. Nie potraficie tego kontrolować. Aż dziw bierze że dwa tygodnie wcześniej tą samą drogę przemierzaliście trzymając się mocno za ręce, rozgrzani słońcem a może miłością, nieprzyzwoicie uśmiechnięci i szczęśliwi.
I tak nosisz w sobie wielki płomień ukryty pod maską obojętności. Nie widujesz się z nim -cierpisz, ale do bólu można się przyzwyczaić. Potem go widzisz i nawet gdy wiesz, że wasze spotkanie nie jest tym czymś co kiedyś, czujesz się kompletna ... przez pieprzone 3 godziny ale jednak. A potem on odchodzi i zabiera ze sobą całą, sumiennie wypracowaną przez tydzień stabilizacje.



I know I can't take one more step towards you

Cause all that's waiting is regret

And don't you know I'm not your ghost anymore?
You lost the love I loved the most
(...)
And who do you think you are?
Runnin' 'round leaving scars
Collecting your jar of hearts
And tearing love apart
You're gonna catch a cold
From the ice inside your soul
So don't come back for me
Who do you think you are?




 Jest jeszcze gorzej, ale jesteś masochistką i chcesz więcej... do czasu ...aż nie widzisz go z inna kobietą. To już nie ma znaczenia czy przyjaciółka czy nowa zdobycz, poddajesz się. Czujesz swoje złamane serce, jest Ci cholernie przykro ale i tak nawet nie potrafisz być na niego zła. I tak powoli ten płomyk gaśnie, choć obawiasz się, że chyba zostanie już z tobą na zawsze. Malutki ale jednak. Ze smutnym uśmiechem na twarzy próbujesz się do tego zdystansować i nawet może w jakiś sposób Ci się udaje. Najgorzej jest podjąć tą decyzję -czy poddać się czy starać się jeszcze mocniej. Później, później już jest łatwiej. Choć ciągle Ci na nim zależy to decyzja już zapadła. Złamał Ci serce - to pewne, choć nawet sam chyba do końca nie był tego świadomy. Cierpisz, jest Ci źle i choć zostawił Cię w całym tym bałaganie to dał Ci jedno .... dał nadzieje, nadzieje na to że jesteś w stanie kogoś pokochać, nadzieje na lepsze dni, nadzieje na to, że to był dopiero początek, przedsmak czegoś wielkiego, czegoś co dopiero Cię czeka.



Unchain my heart, baby let me be
Unchain my heart 'cause you don't care about me
You've got me sewed up like a pillow case
You let my love go to waste so
Unchain my heart and set me free

poniedziałek, 18 lutego 2013

Muzyczni Ulubieńcy cz.1

Muzyka w moim życiu odgrywa bardzo ważną role i te parę piosenek którymi się podzielę tutaj to trochę tak jak bym się odkrywała kawałek duszy - dosłownie. U mnie nic, jeśli chodzi o muzykę, nie jest przypadkowe. Jeżeli czegoś słucham (jakiegoś utworu) ma on realne obicie w moim życiu tzn. odnosi się do jakieś sytuacji czy uczucia - pory dnia, roku, pogody. Dla tego może, jeśli chodzi o mój gust muzyczny to zawiera on w sobie wiele gatunków - od popu po metal symfoniczny. Jestem w tej materii bardzo tolerancyjna i tak samo dobrze mogę się bawić w rytm piosenki Weekend'u "ona tańczy dla mnie" jak i na koncercie Billy Talent (niektórzy mogli by to uznać za zbrodnię!) ;)
Ale do rzeczy. Dzisiaj zdecydowanie będą królować spokojne rytmy, ballady, może trochę romantyczne i popowe. Przyczyną takiego wyboru na pewno były niedawne walentynki (tak wiem, znów wracam do tego tematu) ale i również sesja - przy spokojnych piosenkach lepiej mi się uczy.

1. Christina Perri feat. Jason Mraz - Distance


Oficjalnie według mojego Last.fm to ten właśnie utwór miał najwięcej odsłuchań w ostatnim miesiącu. Zresztą to bardzo możliwe, bo nie tylko uwiódł mnie głos Christiny czy Jasona, ale również teledysk no i oczywiście sam tekst który wydaje się taki prawdziwy. To jest piosenka która w ten zimowy, szary czas wypełniony nauką i nie przespanymi nocami kojarzy mi się z latem, beztroską, ciepłem i wakacyjną miłością. Nie wiem czy to za sprawą sukienki jaka ma na sobie Christina (bo posiadam bardzo podobną) czy kapelusza Jasona i dźwięków jego gitary czy może całości realizacji klipu. Wiem za to na pewno jedno - że jestem nią absolutnie oczarowana!

2. Christina Perri - A Thousand Years


Kolejna piosenka Christiny Perri która zdobyła moje serce. Nie mogę wyjść z podziwy, że tak wspaniały utwór został stworzony do takiego ..... filmu. Nie chcę żeby ktoś mnie źle zrozumiał, ale nie jestem fanką Zmierzchu i jego dalszych filmowych adaptacji bo dla mnie są po prostu słabe i chyba nigdy nie będę wstanie pojąć fenomenu ich popularności.
 Teledysk też jest piękny i bardzo klimatyczny. Christina wygląda w nim zachwycająco,  a momenty ze świeczkami są bardzo efektowne i w dodatku w tle morze .... kocham morze. Niestety cały nastrój pryska przy scenach wyciętych z filmu. Jednakże to i tak nie zmienia faktu, że jak bym była zakochana to bym temu "komuś" zadedykowała tę właśnie piosenkę.

3. Mads Langer - Beauty Of The Dark


Ta piosenka jest tak dobra jak  posiłek o 3 w nocy ( a może to już w tedy rano?) ;)
Nie wiem czy widzicie to - miasto śpi, cisza na ulicy, ciemno... a na łóżku sterta notatek, kserówek i książek, oraz ta piosenka w tle. Może sytuacja mało romantyczna ( w przeciwieństwie do tekstu) ale za to wprost z życiu studenta. Mads ma zresztą cudowny głos, a zwłaszcza upodobałam sobie fragment gdy po raz 3 śpiewa refren i tak zaciąga (?) na samym końcu! Zresztą, gorąco polecam całą płytę która nagrana jest w podobnym nastroju. Szczególnie piosenki : "Say no more", "Killer", "Helpless".

4. Priscilla Ahn - Dream


Prawdziwa kołysanka. Słuchając jej można przenieść się daleko, daleko w świat marzeń ... lub snów. Magiczny wprost głos Priscilli, delikatne dźwięki gitary ..... jeżeli perfekcja istnieje to jest nią właśnie ta piosenka. Polecam również całą płytę "A Good Day".


5. Rea Garvey - Wild Love


Kiedyś, dawno temu, dostałam od mojej przyjaciółki sms'a o treści " Nie wiem czy Ty też tak czasem masz że bez powodu czujesz się seksownie?". Nie rozumiałam tego póki nie usłyszałam tej piosenki. Ja nie wiem czy biedny Rae zdaje sobie sprawę jak swoim głębokim głosem oddziaływuje na kobiety. Ta piosenka zdecydowanie sprawia, że czuje się seksownie! (jak dobrze, że tego bloga nikt nie czyta!)

6. Eamon - Fuck It

To jest chyba jedyna piosenka na świecie, która mogę słuchać na zapętlaniu przez godzinę i nawet nie zauważyć, że była zapętlona.... Można się przy niej tak niesamowicie wyluzować! A najlepsze z tego wszystkiego jest to że ta piosenka jest taka stara - została wydana w 2003 roku! To się nazywa ponad czasowy przebój.

7. Olly Murs - Dance With Me Tonight

A na deser ten o to niepozorny Brytyjczyk, który całkowicie podbił moje serce. Jest taki słodki i uroczy, że normalnie nie mogę, a jego muzyka bardzo pozytywnie mnie nastraja, Więc gdy bywały momenty, że miałam już ochotę wszystko wyrzucić przez okno, robiłam sobie 5 minut przerwy i włączałam którąś z piosenek Ollyego. A ma na prawdę sporo fajnych utworów. Ja akuratnie wrzuciłam "Dance With...." ale również polecam do przesłuchania: ( krążek In Case You Didn't Know) "Oh My Goodness", "Tell The World", "Personal", "On My Cloud", "Sliding Doors", "Perfect Night (To Say Goodbay)", "This One's Of The Girls".
(krążek Olly Murs) "Thinking About Me", "Busy", "Heart On My Sleeve", "A Million More Years"
(krążek Right Place, Right Time) "Heart Skips a Bea", "Troublemaker", "Right Place, Right Time" oraz "One of These Days".

Tak, zdaję sobie sprawę, że tymi utworami nie poczyniłam jakiś niezwykłych odkryć muzycznych ale ten wpis nie miał tego na celu. Założę się pewnie że większość jaki i nie wszystkie piosenki są Wam znane. Ja jednak lubię czasem wracać do starych, dawno przeze mnie nie słuchanych utworów albo po prostu przeglądać takie wpisy bo można "wyhaczyć" na prawdę prawdziwe muzyczne perełki. Ja tymczasem się żegnam i życzę przemiłego popołudnia (choć zdaję sobie sprawę, że dzisiaj poniedziałek )!
Buziaki

sobota, 16 lutego 2013

Harper's Bazaar nareszcie w Polsce!


14 luty w 2013 roku okazał się nad wyraz łaskawy. Nie tylko ten walentynkowy dzień nie spędziłam tak samotnie jak zazwyczaj zajadając się czekoladkami i plując sobie w twarz, że jestem zbyt wybredna jeśli chodzi o mężczyzn, ale w dodatku był dniem w którym wyszedł pierwszy oficjalny numer Harper's Bazaar Polska. Oczywiście w ramach idei walentynkowego rozpieszczania się singli tegoż to dnia, będąc przypadkiem (taaa jasne) w Empiku, zakupiłam historyczny egzemplarz tego magazynu. No bo jak tu nie mówić o historii odnosząc się do najstarszego światowego magazynu o modzie, który istnieje na rynku od uwaga - 146 lat! Sporo, prawda?
Tak więc Polska dołączyła nareszcie do znamienitej grupy 26 krajów (stając się zarazem 27) posiadających własne wydanie tego kultowego czasopisma.
Jakie są pierwsze wrażenia? Pierwszy numer, tak jak pilotażowy odcinek serialu jest najważniejszy. To on decyduje o tym czy czytelnik ponownie sięgnie po dany magazyn czy nie. A ten pierwszy numer jest zdecydowanie perełką, dopieszczony w każdym calu. Nareszcie doczekałam się magazynu z którego można więcej wynieść niż 101 nowych seks pozycji!
Niezaprzeczalną gwiazdą pierwszego wydania stała się zachwycająca Małgosia Bela której twarz możemy podziwiać nie tylko na okładce ale i również w sesji zdjęciowej towarzyszącej wywiadowi ze słynną polską modelką. Oprócz tego możemy poczytać rozmowy z Tomem Fordem, Amelie Nothomb czy Jakubem Gierszałem. Dowiemy się też nieco News'ów ze świata kultury i sztuki m.in związanymi z postacią Davida Bowie czy Barbarą Hulanicki, a to wszystko przeplatane zdjęciami z wybiegów największych projektantów i   trendami na nadchodzący sezon. A to ciągle nie wszystko - wspaniale!

Ja teraz powracam do lektury magazynu a wam życzę przemiłego popołudnia
Buziaki

P.S koszt magazynu to 11.90 zł :)

piątek, 15 lutego 2013

Walentynki oczami singla - czyli za dużo miłości.


Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze 
-Happysad

14 luty należy do tych niezwykłych dni, który dzieli ludzkość na pół - na tych którzy posiadają swoje "drugie połówki" i tych samotnych. Ja na (nie?)szczęście zaliczam się do tej 2 z powyżej wymienionych grup.
Szczerze powiedziawszy nie lubię walentynek. Ale tak przez duże NIE. Może jest to spowodowane faktem, że już chyba tradycyjnie spędzam je samotnie, a może dla tego że nie rozumiem po co tak upubliczniać swoje uczucia? No bo przecież skoro są szczere to nie musimy się z nimi afiszować. Przecież wystarczy, że ta jedna, konkretna osoba wie, że ją kochamy - prawda?
Złośliwi mogą powiedzieć - eh A., nie zrozumiesz tego bo nigdy nie doświadczyłaś tego uczucia lub - A., a może jesteś zazdrosna?. No i właściwie tu mnie mają! Czy jestem zazdrosna? Oczywiście że tak! Przecież jak to pokazuje na każda komedia romantyczna nie ma wspanialszego uczucia niż miłość. A ja, że moje doświadczenie opieram tylko i wyłącznie na tym gatunku filmowym, to jak najbardziej pragnę jej doświadczyć, ALE tylko i wyłącznie w ten jeden dzień, przeklęty dzień 14 lutego. Bo chyba nie ważne jakim by kto szczęśliwym singlem nie był to widząc te wszystkie słodziaszne pary trzymające się za rączki, wręczające sobie serduszka i kwiatuszki, mizdrzące się gdzie tylko popadnie - na ulicy, chodniku, w samochodzie, tramwaju, autobusie, w parku, kawiarni, restauracji i wielu innych miejscach, nie poczuł by zazdrości i nie pomyślał "kurcze, fajnie by tak było mieć kogoś" lub chociaż nie poczuł małego uczucia pustki gdzieś tam, gdzie według biologów powinno znajdować się serce. Otóż założę się, że nikt nie jest aż takim twardzielem. A co za tym ja też nie jestem. A więc w ten jeden, jedyny dzień w roku ja i ludzie tacy jak ja czują się samotni i to bardzo samotni. Na szczęście to dziwne uczucie mija równo z wybiciem godziny 12 w nocy zwiastującej nadejście dnia 15 lutego - czyli końca walentynek. Wtedy właśnie świat wraca do naturalnej harmonii, gdzie pary są parami w swoim domowym zaciszu (przy najmniej te normalne, bo oczywiście istnieją i takie które muszą się mizdrzyć do siebie przez cały okrągły rok), a single stają się na powrót szczęśliwymi singlami. Bo jak to w naszych kręgach "ludzi wolnych" się mawia "zakochani mają tylko jeden dzień w roku a my świętujemy w resztę 364 (lub 365) dni".


A więc, choć tak bardzo nie lubię tych walentynek to stwierdzam, że niech sobie będą. W końcu IM też należy się jakieś święto. Choć, tak szczerze mówiąc, już bardziej do mnie przemawia dzień klepania po tyłku niż dzień zakochanych.
 Dla tego też nie popieram organizowania imprez Antywalentynkowych. Bo tak na prawdę, jeśli ktoś dobrze się czuję będąc tym kim jest - czyli singlem, to nie musi sabotować jedynego dnia w roku w którym pary mogą sobie pokazać jak bardzo się kochają, ponieważ wie, że do niego należą pozostałe. Tak więc apelując do wszystkich samotnych - wiem co czujecie, i tak wiem że ten dzień kolokwialnie mówiąc ssie, ale bądźmy wyrozumiali. Przecież to tylko przeklęte (po raz 3) 24 godziny. Po takim nadmiarze miłości tego dnia, następnego w nagrodę możemy być złośliwi i upierdliwi do woli, ale w tedy nie psujmy atmosfery wiecznego szczęścia.
Właściwie, przecież jest tyyyyyyle rzeczy którymi możemy się zająć tego dnia - możemy porozpieszczać siebie i wziąć długa kąpiel w blasku świec, możemy zrobić porządek w naszym Itunes'ie lub posegregowac rzeczy w szafie lub tak jak ja to zrobiłam wczoraj, wybrać się z dawno nie widzianą osoba na Szklaną Pułapkę V do kina by usłyszeć jak Bruce Willis mówi "Yippee-ki-yay, motherfucker". I wiecie co? Świetnie się bawiłam!

Mam nadzieję że nie zanudiłam Was zbytnio moim walentynkowym wywodem ;)
Buziaki