Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse
Za mną bardzo ciężki tydzień. Zaliczenia, referaty, kolokwia i szkolenie LDESP. To ostatnie, choć jestem cholernie dumna i choć dało mi taki ogrom satysfakcji, wyczerpało mnie do granic możliwości. A więc, gdy wychodziłam po 10 godzinnej konferencji z Audytorium Maximum, gdy nareszcie zrzuciłam z ramion tą przeklętą marynarkę, gdy zamieniłam szpilki na balerinki i wzięłam głęboki oddech byłam pewna, byłam pewna że muszę się wyrwać na chwile z tego miasta. Zasłużyłam sobie na moment odpoczynku psychicznego, chwile dla siebie w samotności, by pomyśleć nad sobą i nad NIM. Choć przez cały tydzień dzielnie i z powodzeniem próbowałam tego nie robić. Tak więc szybko spakowałam rzeczy i 2 godziny później siedziałam już w autobusie do Zakopanego. Bo najlepszym lekarstwem na zmęczony umysł są bolące mięśnie.
Może taką terapię powinnam zastosować już wcześniej? Rześkie, czyste powietrze, rytmiczny krok, spokój... Tylko Ty i natura. Jak daleko zajdziesz? Zależy od Ciebie. To Ty tu decydujesz. Poddajesz się? Wracasz? A może idziesz dalej? Na ile Cię stać? Słońce, przerwa, wspinaczka. Każdy krok to walka. Czujesz ból w mięśniach, zaczyna brakować Ci oddechu, ale nie poddajesz się, Idziesz dalej, jesteś nie do zatrzymania. W myślach krzyczysz "Dlaczego?", "Ty cholerny draniu!", "Czemu o Tobie wciąż myślę?", "Chcę przestać o Tobie myśleć", "Chce się od Ciebie uwolnić!", "Czemu się nie odzywasz?". Każdy krok jest małym zwycięstwem, z każdym oddechem wyrzucasz z siebie wszystkie pretensje, żale i jest Ci lepiej. Na duszy, na sercu... aż w końcu zdobywasz szczyt. Może to tylko połowa drogi, ale główny cel osiągnięty. Wreszcie czujesz, że na nowo zaczynasz kontrolować swoje życie i siebie. Nareszcie możesz z całych sił krzyknąć "A niech Cię piekło pochłonie Panie D.!"
Who knows how long
I've been awake now?
The shadows on my wall don't sleep
They keep calling me, beckoning
Who knows what's right?
The lines keep getting thinner
My age has never made we wise
But I keep pushing on and on and on and on
There's nothing left to say now
There's nothing left to say now
I'm giving up, giving up, giving up now
I'm giving up, giving up, giving up now
Chmury robią się coraz gęstsze. Najpierw czujesz na swojej skórze tylko lekką mżawkę, która szybko przeradza się w ulewę. W oddali słychać grzmoty, jeden za drugim, poprzedzone oślepiającymi rozbłyskami, które migają Ci między koronami drzew. Deszcz spływa po Twojej twarzy. Biegniesz w dół. Z kamienia na kamień. W rytm muzyki która dudni w Twoich uszach. Wolność! Oczyszczenie! Pierwszy raz od dawna czujesz się szczęśliwa, czujesz że żyjesz. Nie ważne że jesteś przemoczona do suchej nitki, że jest Ci zimno a zarazem gorąco, nawet nie zwracasz uwagi na palący ból w łydkach. Biegniesz, a to daje Ci radość. Kiedy ostatnio oddychałaś pełną piersią? Poślizgujesz się, upadasz, wstajesz. To takie proste.
Where there is desire
There is gonna be a flame
Where there is a flame
Someone’s bound to get burned
But just because it burns
Doesn’t mean you’re gonna die
You gotta get up and try, try, try
A potem, a potem jakby nigdy nic wychodzi słońce. Po burzy prawie nie ma śladu, poza kroplami deszczu na liściach i błotem, które jest wszędzie - na ścieżce, twoich butach i spodniach.
Wydaje Ci się, że terapia odniosła skutek. Czujesz się dobrze, nawet bardzo. Gorący prysznic, herbata z cytryną, wygodne łóżko. Zasypiasz od razu i wreszcie budzisz się wypoczęta. Świeci piękne słońce a z okno rozpościera się panorama na góry. Świeże bułki na śniadanie, aromatyczna kawa. Wszytko smakuje lepiej. Powoli, bez pośpiechu się pakujesz. Wsiadasz w samochód, pusta droga i wiatr we włosach. Myślisz, że wreszcie Ci się udało zapomnieć, że nareszcie Ci przeszło ..... ALE.....
"Były i dobre dni, kiedy chodziła zatopiona w snach na jawie, z uśmiechem na ustach, przyłapywała się na chichotaniu, gdy szła ulicą i kiedy nagle przypomniał jej się jakiś wspólny żart. Potem znów nadchodził czas, gdy wpadała w głęboką depresję, aż wreszcie odnajdywała w sobie tyle siły, by ją pokonać na kilka następnych dni. Tyle że najmniejszy drobiazg doprowadzał ją ponownie do łez."
Czymże było by życie bez niespodzianek. Byłaś taka dzielna. Przez cały tydzień. Nie widziałaś się z nim, nie rozmawiałaś, nie pisałaś - od poniedziałku, a jest już niedziela. Skupiałaś się na wszystkim, byle by o nim nie myśleć. Tydzień - niby to niewiele, ale Tobie się wydawało jak by to było w innym życiu, miliony lat temu, tak dawno!
Nareszcie sobie wszystko poukładałaś. Wydawało Ci się, że byłaś gotowa zostawić to, GO za sobą i ruszyć dalej. Tak Ci się wydawało..... póki nie zadzwonił.
Po Cholerę to zrobił! Cały pieprzony tydzień, wszystko co sobie wypracowałaś zwłaszcza po ostatniej wycieczce w góry, wszyściusieńko obróciło się w pył. Jaka stabilizacja? Jakie decyzje? Bezczelny! Dzwoni bo był na Zakrzówku, tam gdzie go kiedyś zaprowadziłaś, w twoim ukochanym miejscu, którym się z nim podzieliłaś. Chciał podziękować. Zapytał się czy pamiętasz? A Ty gorzko śmiejesz się w duchu - jak mogłabyś zapomnieć? Nawet teraz, w tej chwili, brakuje Ci tchu na samo wspomnienie. Obrazy żywe w pamięci, jak by to było wczoraj. Upalny, słoneczny dzień, bardziej letni niż wiosenny, a to przecież był kwiecień. Nawet bardzo dobrze pamiętasz jak pachniało powietrze, tak słodko i świeżo. Białe kwiaty na drzewach, które potem wtykał Ci we włosy, lodowata woda, żwir w butach. Widzisz przed oczyma również ten pieprzony kamień, ołtarz jak się zaśmiewał. Kamień na którym tak namiętnie i bez opamiętania się całowaliście. Możesz nawet ponownie poczuć jego ręce na swoich udach, jago usta na swoich ustach, szyi...
"Nagle przeskakuje iskra, dotyk, namiętność, pocałunki, chwila, moment, mokre twarze, mokre włosy, mokre usta, splątane istnienia, poplątane myśli i jeszcze bardziej poplątane uczucia. Wszystko żyje, biegnie, goni dalej, a oni są tu i teraz. Zatracić siebie,nic przy tym nie uronić, tylko zupełnie i ostatecznie zatracić się w tej chwili. Tu i teraz..."
Jak śmie pytać czy pamiętasz?! To jak spacerowaliście za rękę w stronę skałek Twardowskiego. To jak Cię nosił na rękach, jak nie mógł oderwać od Ciebie - swoich oczu, dłoni, ust. Znów te diabelne pocałunki, prawdziwe "kisses of fire"! Słońce, śmiech, szczęście. To jak poszliście na frytki, głupie frytki, które były wstrętne, ale kto by się tym przejmował skoro jedliście je razem. To jak odprowadził Cię do domu....
Pytał się jak Ci się udałą wycieczka w góry? Och było fantastycznie - dopóki nie zadzwoniłeś! Opowiada Ci o koncercie Hugh Lauriego na którym był w zeszły czwartek. Ty o Tym jak znów zapomniałaś parasola i wracałaś mokra do domu. Śmiejecie się z siebie nawzajem. On denerwuje się egzaminem z 'cywila' a Ty, 4 innymi. Pyta się, kiedy wpadniesz odwiedzić paprotkę, którą kupiłaś mu gdy się przeprowadzał. Odpowiadasz, że MOŻE wkrótce. Życzy Ci udanej sesji i się rozłączacie.
Jakie to głupie. Jesteś wściekła, że zadzwonił ale z drugiej strony cieszysz się jak dziecko. Słyszysz jego głos i serce fika koziołki, a krew znów zaczyna szybciej krążyć w żyłach jak byś znów zbiegała w dół. I tak od tej chwili znów nie potrafisz się skupić na niczym innym niż na NIM. A zaszłaś już tak daleko..... Mężczyźni, co oni z nami robią?
Czasami sobie myślę, że ten kto ostatnimi czasy obserwuje moje życie z boku musi mieć niezły ubaw. Nigdy nie zrozumiem dlaczego wybrałam JEGO. Z jednej strony ON, który mnie kolokwialnie olewa, a z drugiej facet który jest wstanie jechać przez całe miasto by odebrać mnie z zajęć i odwieść do domu, tylko i wyłącznie, bo się za mną stęsknił, a wie, że sesja się zbliża i nie mam czasu. Miała bym czas. Jak by ON mi zaproponował spotkanie to był znalazła go na pewno, ale że to nie był ON.... Pan D, jest okrutny dla mnie, a ja jestem okrutna dla Pana M. ... życie.
I was thinking about you, think about me,
Think about us, what we gonna be,
Open my eyes, It was only just a dream.
Travel back, down the road,
Will come back, no one knows,
I realize, it was only just a dream