poniedziałek, 18 lutego 2013

Muzyczni Ulubieńcy cz.1

Muzyka w moim życiu odgrywa bardzo ważną role i te parę piosenek którymi się podzielę tutaj to trochę tak jak bym się odkrywała kawałek duszy - dosłownie. U mnie nic, jeśli chodzi o muzykę, nie jest przypadkowe. Jeżeli czegoś słucham (jakiegoś utworu) ma on realne obicie w moim życiu tzn. odnosi się do jakieś sytuacji czy uczucia - pory dnia, roku, pogody. Dla tego może, jeśli chodzi o mój gust muzyczny to zawiera on w sobie wiele gatunków - od popu po metal symfoniczny. Jestem w tej materii bardzo tolerancyjna i tak samo dobrze mogę się bawić w rytm piosenki Weekend'u "ona tańczy dla mnie" jak i na koncercie Billy Talent (niektórzy mogli by to uznać za zbrodnię!) ;)
Ale do rzeczy. Dzisiaj zdecydowanie będą królować spokojne rytmy, ballady, może trochę romantyczne i popowe. Przyczyną takiego wyboru na pewno były niedawne walentynki (tak wiem, znów wracam do tego tematu) ale i również sesja - przy spokojnych piosenkach lepiej mi się uczy.

1. Christina Perri feat. Jason Mraz - Distance


Oficjalnie według mojego Last.fm to ten właśnie utwór miał najwięcej odsłuchań w ostatnim miesiącu. Zresztą to bardzo możliwe, bo nie tylko uwiódł mnie głos Christiny czy Jasona, ale również teledysk no i oczywiście sam tekst który wydaje się taki prawdziwy. To jest piosenka która w ten zimowy, szary czas wypełniony nauką i nie przespanymi nocami kojarzy mi się z latem, beztroską, ciepłem i wakacyjną miłością. Nie wiem czy to za sprawą sukienki jaka ma na sobie Christina (bo posiadam bardzo podobną) czy kapelusza Jasona i dźwięków jego gitary czy może całości realizacji klipu. Wiem za to na pewno jedno - że jestem nią absolutnie oczarowana!

2. Christina Perri - A Thousand Years


Kolejna piosenka Christiny Perri która zdobyła moje serce. Nie mogę wyjść z podziwy, że tak wspaniały utwór został stworzony do takiego ..... filmu. Nie chcę żeby ktoś mnie źle zrozumiał, ale nie jestem fanką Zmierzchu i jego dalszych filmowych adaptacji bo dla mnie są po prostu słabe i chyba nigdy nie będę wstanie pojąć fenomenu ich popularności.
 Teledysk też jest piękny i bardzo klimatyczny. Christina wygląda w nim zachwycająco,  a momenty ze świeczkami są bardzo efektowne i w dodatku w tle morze .... kocham morze. Niestety cały nastrój pryska przy scenach wyciętych z filmu. Jednakże to i tak nie zmienia faktu, że jak bym była zakochana to bym temu "komuś" zadedykowała tę właśnie piosenkę.

3. Mads Langer - Beauty Of The Dark


Ta piosenka jest tak dobra jak  posiłek o 3 w nocy ( a może to już w tedy rano?) ;)
Nie wiem czy widzicie to - miasto śpi, cisza na ulicy, ciemno... a na łóżku sterta notatek, kserówek i książek, oraz ta piosenka w tle. Może sytuacja mało romantyczna ( w przeciwieństwie do tekstu) ale za to wprost z życiu studenta. Mads ma zresztą cudowny głos, a zwłaszcza upodobałam sobie fragment gdy po raz 3 śpiewa refren i tak zaciąga (?) na samym końcu! Zresztą, gorąco polecam całą płytę która nagrana jest w podobnym nastroju. Szczególnie piosenki : "Say no more", "Killer", "Helpless".

4. Priscilla Ahn - Dream


Prawdziwa kołysanka. Słuchając jej można przenieść się daleko, daleko w świat marzeń ... lub snów. Magiczny wprost głos Priscilli, delikatne dźwięki gitary ..... jeżeli perfekcja istnieje to jest nią właśnie ta piosenka. Polecam również całą płytę "A Good Day".


5. Rea Garvey - Wild Love


Kiedyś, dawno temu, dostałam od mojej przyjaciółki sms'a o treści " Nie wiem czy Ty też tak czasem masz że bez powodu czujesz się seksownie?". Nie rozumiałam tego póki nie usłyszałam tej piosenki. Ja nie wiem czy biedny Rae zdaje sobie sprawę jak swoim głębokim głosem oddziaływuje na kobiety. Ta piosenka zdecydowanie sprawia, że czuje się seksownie! (jak dobrze, że tego bloga nikt nie czyta!)

6. Eamon - Fuck It

To jest chyba jedyna piosenka na świecie, która mogę słuchać na zapętlaniu przez godzinę i nawet nie zauważyć, że była zapętlona.... Można się przy niej tak niesamowicie wyluzować! A najlepsze z tego wszystkiego jest to że ta piosenka jest taka stara - została wydana w 2003 roku! To się nazywa ponad czasowy przebój.

7. Olly Murs - Dance With Me Tonight

A na deser ten o to niepozorny Brytyjczyk, który całkowicie podbił moje serce. Jest taki słodki i uroczy, że normalnie nie mogę, a jego muzyka bardzo pozytywnie mnie nastraja, Więc gdy bywały momenty, że miałam już ochotę wszystko wyrzucić przez okno, robiłam sobie 5 minut przerwy i włączałam którąś z piosenek Ollyego. A ma na prawdę sporo fajnych utworów. Ja akuratnie wrzuciłam "Dance With...." ale również polecam do przesłuchania: ( krążek In Case You Didn't Know) "Oh My Goodness", "Tell The World", "Personal", "On My Cloud", "Sliding Doors", "Perfect Night (To Say Goodbay)", "This One's Of The Girls".
(krążek Olly Murs) "Thinking About Me", "Busy", "Heart On My Sleeve", "A Million More Years"
(krążek Right Place, Right Time) "Heart Skips a Bea", "Troublemaker", "Right Place, Right Time" oraz "One of These Days".

Tak, zdaję sobie sprawę, że tymi utworami nie poczyniłam jakiś niezwykłych odkryć muzycznych ale ten wpis nie miał tego na celu. Założę się pewnie że większość jaki i nie wszystkie piosenki są Wam znane. Ja jednak lubię czasem wracać do starych, dawno przeze mnie nie słuchanych utworów albo po prostu przeglądać takie wpisy bo można "wyhaczyć" na prawdę prawdziwe muzyczne perełki. Ja tymczasem się żegnam i życzę przemiłego popołudnia (choć zdaję sobie sprawę, że dzisiaj poniedziałek )!
Buziaki

sobota, 16 lutego 2013

Harper's Bazaar nareszcie w Polsce!


14 luty w 2013 roku okazał się nad wyraz łaskawy. Nie tylko ten walentynkowy dzień nie spędziłam tak samotnie jak zazwyczaj zajadając się czekoladkami i plując sobie w twarz, że jestem zbyt wybredna jeśli chodzi o mężczyzn, ale w dodatku był dniem w którym wyszedł pierwszy oficjalny numer Harper's Bazaar Polska. Oczywiście w ramach idei walentynkowego rozpieszczania się singli tegoż to dnia, będąc przypadkiem (taaa jasne) w Empiku, zakupiłam historyczny egzemplarz tego magazynu. No bo jak tu nie mówić o historii odnosząc się do najstarszego światowego magazynu o modzie, który istnieje na rynku od uwaga - 146 lat! Sporo, prawda?
Tak więc Polska dołączyła nareszcie do znamienitej grupy 26 krajów (stając się zarazem 27) posiadających własne wydanie tego kultowego czasopisma.
Jakie są pierwsze wrażenia? Pierwszy numer, tak jak pilotażowy odcinek serialu jest najważniejszy. To on decyduje o tym czy czytelnik ponownie sięgnie po dany magazyn czy nie. A ten pierwszy numer jest zdecydowanie perełką, dopieszczony w każdym calu. Nareszcie doczekałam się magazynu z którego można więcej wynieść niż 101 nowych seks pozycji!
Niezaprzeczalną gwiazdą pierwszego wydania stała się zachwycająca Małgosia Bela której twarz możemy podziwiać nie tylko na okładce ale i również w sesji zdjęciowej towarzyszącej wywiadowi ze słynną polską modelką. Oprócz tego możemy poczytać rozmowy z Tomem Fordem, Amelie Nothomb czy Jakubem Gierszałem. Dowiemy się też nieco News'ów ze świata kultury i sztuki m.in związanymi z postacią Davida Bowie czy Barbarą Hulanicki, a to wszystko przeplatane zdjęciami z wybiegów największych projektantów i   trendami na nadchodzący sezon. A to ciągle nie wszystko - wspaniale!

Ja teraz powracam do lektury magazynu a wam życzę przemiłego popołudnia
Buziaki

P.S koszt magazynu to 11.90 zł :)

piątek, 15 lutego 2013

Walentynki oczami singla - czyli za dużo miłości.


Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze 
-Happysad

14 luty należy do tych niezwykłych dni, który dzieli ludzkość na pół - na tych którzy posiadają swoje "drugie połówki" i tych samotnych. Ja na (nie?)szczęście zaliczam się do tej 2 z powyżej wymienionych grup.
Szczerze powiedziawszy nie lubię walentynek. Ale tak przez duże NIE. Może jest to spowodowane faktem, że już chyba tradycyjnie spędzam je samotnie, a może dla tego że nie rozumiem po co tak upubliczniać swoje uczucia? No bo przecież skoro są szczere to nie musimy się z nimi afiszować. Przecież wystarczy, że ta jedna, konkretna osoba wie, że ją kochamy - prawda?
Złośliwi mogą powiedzieć - eh A., nie zrozumiesz tego bo nigdy nie doświadczyłaś tego uczucia lub - A., a może jesteś zazdrosna?. No i właściwie tu mnie mają! Czy jestem zazdrosna? Oczywiście że tak! Przecież jak to pokazuje na każda komedia romantyczna nie ma wspanialszego uczucia niż miłość. A ja, że moje doświadczenie opieram tylko i wyłącznie na tym gatunku filmowym, to jak najbardziej pragnę jej doświadczyć, ALE tylko i wyłącznie w ten jeden dzień, przeklęty dzień 14 lutego. Bo chyba nie ważne jakim by kto szczęśliwym singlem nie był to widząc te wszystkie słodziaszne pary trzymające się za rączki, wręczające sobie serduszka i kwiatuszki, mizdrzące się gdzie tylko popadnie - na ulicy, chodniku, w samochodzie, tramwaju, autobusie, w parku, kawiarni, restauracji i wielu innych miejscach, nie poczuł by zazdrości i nie pomyślał "kurcze, fajnie by tak było mieć kogoś" lub chociaż nie poczuł małego uczucia pustki gdzieś tam, gdzie według biologów powinno znajdować się serce. Otóż założę się, że nikt nie jest aż takim twardzielem. A co za tym ja też nie jestem. A więc w ten jeden, jedyny dzień w roku ja i ludzie tacy jak ja czują się samotni i to bardzo samotni. Na szczęście to dziwne uczucie mija równo z wybiciem godziny 12 w nocy zwiastującej nadejście dnia 15 lutego - czyli końca walentynek. Wtedy właśnie świat wraca do naturalnej harmonii, gdzie pary są parami w swoim domowym zaciszu (przy najmniej te normalne, bo oczywiście istnieją i takie które muszą się mizdrzyć do siebie przez cały okrągły rok), a single stają się na powrót szczęśliwymi singlami. Bo jak to w naszych kręgach "ludzi wolnych" się mawia "zakochani mają tylko jeden dzień w roku a my świętujemy w resztę 364 (lub 365) dni".


A więc, choć tak bardzo nie lubię tych walentynek to stwierdzam, że niech sobie będą. W końcu IM też należy się jakieś święto. Choć, tak szczerze mówiąc, już bardziej do mnie przemawia dzień klepania po tyłku niż dzień zakochanych.
 Dla tego też nie popieram organizowania imprez Antywalentynkowych. Bo tak na prawdę, jeśli ktoś dobrze się czuję będąc tym kim jest - czyli singlem, to nie musi sabotować jedynego dnia w roku w którym pary mogą sobie pokazać jak bardzo się kochają, ponieważ wie, że do niego należą pozostałe. Tak więc apelując do wszystkich samotnych - wiem co czujecie, i tak wiem że ten dzień kolokwialnie mówiąc ssie, ale bądźmy wyrozumiali. Przecież to tylko przeklęte (po raz 3) 24 godziny. Po takim nadmiarze miłości tego dnia, następnego w nagrodę możemy być złośliwi i upierdliwi do woli, ale w tedy nie psujmy atmosfery wiecznego szczęścia.
Właściwie, przecież jest tyyyyyyle rzeczy którymi możemy się zająć tego dnia - możemy porozpieszczać siebie i wziąć długa kąpiel w blasku świec, możemy zrobić porządek w naszym Itunes'ie lub posegregowac rzeczy w szafie lub tak jak ja to zrobiłam wczoraj, wybrać się z dawno nie widzianą osoba na Szklaną Pułapkę V do kina by usłyszeć jak Bruce Willis mówi "Yippee-ki-yay, motherfucker". I wiecie co? Świetnie się bawiłam!

Mam nadzieję że nie zanudiłam Was zbytnio moim walentynkowym wywodem ;)
Buziaki