środa, 30 października 2013

Pretty Little Mistakes.

Pamiętacie co ostatnio pisałam na temt Pana D.? Zapomnicie o tym. Zapomnijcie wszystko. Kłamałam!

I miss the way you wanted me
When I was staying just out of your reach
Begging for the slightest touch
Ooh, you couldn’t get enough, mmm


Kiedy to ostatnio mi się zdarzyło? Oh można by było rzec, że ledwie to pamiętam - tak dawno. Stałam przed lustrem i przesuwałam delikatnie opuszkami palców po małym, czerwono-bordowym śladzie na mojej szyi. Śladzie, który dobrym obserwatorom powie wszystko. Namacalnym znaku mojej słabości z poprzedniego wieczoru.
Patrzyłam z konsternacją w lustro, poraz dziesiąty próbując tak sprytnie ułożyć włosy, by zakryć ten niechlubny i jakże oczywisty symbol namiętności. Byłam na siebie wściekła, byłam sobą rozczarowana byłam rozżalona, że jednak nic sie nie nauczyłam przez ostatnie pół roku. Ale tak w głebi, głębi czułam przyspieszone bicie mojego serca oznajmiające podekscytowanie, dziwaczną radość i nutke wyczekiwania ... na więcej? Piękny eufemizm!

Nie znam drugiego tak wnikliwego obserwatora jak Pan M., a z naszych rozmów na temat miłości mogłaby powstać niezła książka. Od pewnego czasu stał się on powiernikiem moich największych jak i tych najbardziej błachych problemów i ani razu nie zawiódł, zawsze znalazł wlaściwą odpowiedź na moje, nawet najgłupsze, zapytanie. Czasami się zastanawiam jak on ze mną wytrzymuje, a z właszcza z tymi moimi wszystkimi historiami miłosnymi....

M: no ale to tak samo jak ten Twój: chcialas - pojechał, wrócil,  teraz on chce - Ty nie.
A: wydaje mi się, że u mnie jest to bardziej skomplikowane niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
M: no tak, u Ciebie nie może byc za prosto, po prostu jestes za wspaniała.
M: Wiem, że lubisz słuchać/czytać o sobie, to Ci zorbię mały prezent dzisiejszego wieczoru i połechtam Ci troszke ego. Otóż A. zawsze będziesz mieć problem z facetami, ponieważ jak ktoś chciałby Cię zaszufladkować to będzie miał problem. Po prostu pasujesz do kilku schematów. Potrafisz być ziomkiem - taką dziewczyną z którą się idzie na piwo w krzaki, potrafisz być damą z którą się idzie do teatru, potrafisz być słodką idiotką, którą każdy sie chce zaopiekować i potrafisz być flirciarą, a że każdy z tych schematów jest na swój sposób pociągajacy, no to jak sie je doda w całośc to wychodzi cud miód i nutella. Więc tak, zawsze będą mieć Tobą fascynajce koledzy, przynajmnej przez jakiś czas.
oooo dopiszę Ci jeszcze jeden szablon - mądrze wyglądająca, czytająca książki, dobrze wykształcona inteligentka... tylko Ci takich duzych okularów w grubych oprawkach brakuje, nie wiem tylko jak one się nazywają ;)

Czyli kwitesencja Pana M. Jedyny i niepowtarzalny - mój!

Dobrej nocy misiaczki - obyście spali lepiej niż mi się to zdarza ostatnimi czasy ...

Znacie może tę ksiązkę - Pretty Little Mistakes? Tak, to dokładnie ta, w której podejmujesz decyzje jak bohaterka ma postąpić i przez to kreujesz swoją a właściwie jej historie. Wygląda na to, że ja jednak jestem fatalnym "Bogiem". Trzy próby i trzy równie marne zakończenia ( w tym dwa powiązane z narkotykami). Czy to ma być jakiś znak?

niedziela, 20 października 2013

Say my name!

When we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
We were light and paper-thin.
And when we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
Till you let the spectrum in.

I znów szliśmy tą samą,  tak zanjomą nam drogą, ramię w ramię. Znów to samo miejsce, gdzie tak na prawdę wszystko się zaczęło. Tak samo niepewni tego co się wydarzy. Tyle żywych wspomnień w naszej pamięci. Nawet słońce świeciło tak samo.


Say my name,
And every colour illuminates,
We are shining,
And we’ll never be afraid again.

Co się zmieniło? Wtedy była wiosna, krzewy się dopiero zaczynały zielenić, delikatne śnieżnobiałe pąki kwiatów obsypały drzewa, a teraz? A teraz , las ubrał się w barwy czerwieni, żółcieniu i pomarańczu. Setki kolorowych liści szumiących na pod stopami. Może my też się zmieniliśmy. Może dojrzeliśmy przez to lato.

Say my name!

As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

To samo miejsce, ale całkiem inna historia.

And when we come for you,
We’ll be dressed up all in blue,
With the ocean in our arms,
Kissing eyes and kissing palms.
And when it’s time to pray,
We’ll be dressed up all in grey,
With metal on our tongues,
And silver in our lungs.

Szliśmy rozmawiając, tak samo jak zawsze, bardzo często nam się do zdarza ostatnimi czasy. Nam nigdy nie brakowało i nie brakuje tematów. Tylko ta atmosfera tego miejsca, wyjątkowa i przypominająca nam jedno - owy wiosenny czas, którego duchy wręcz można było poczuć w powietrzu.
Usiedliśmy wysoko na skarpie, nogi zwisały nam swobodnie w dół i zajadaliśmy się ciasteczkami z żurawiną i białą czekoladą, popijając sommersby - oczywiście. Tak zwyczajnie i normalnie. Rozmowa, dzielenie się najgłębszymi przemyśleniami, obawami. A potem się zaczęło... temat który jeszcze ani razu nie udało nam się poruszyć, którego skwapliwie unikaliśmy. Tamten kwiecień... Dowiedziałam się paru i intrygujących rzeczy. Zależało mu na mnie - wiedziałam o tym, ale nigdy tego nie usłyszałam z jego ust. Warto było czekać. A ja, nareszcie mogłam mu powiedzieć co myślę - że jest już 'tylko' lub 'aż' moim kumplem, moim przyjacielem. Co było, to  było - to już przeszłość. A potem zrobiło się słodko i uroczo. Powiedziałam mu jak wartościowym człowiekiem dla mnie jest,  poza tą swoją grą i pozorami jakie stwarza. On w zamian docenił moją energię, ciekawość świata oraz jak to zgrabnie ujął, że jestem "pozytywnie zakręcona". ;)
Chwila szczerości, która była nam absolutnie potrzebna. Która jeszcze bardziej pogłębiła więź między nami. Jak to powiedział "Cieszę się, że poznałem Pana D. z samego faktu, że mogłem dzięki niemu poznać Ciebie". A potem patrzyliśmy sobie bardzo długo w oczy, próbując rozszyfrować wzajemnie ich kolor i nieświadomie zbliżyliśmy się do siebie zdecydowanie zbyt blisko i to że chciałby mnie pocałować, nie było dla mnie żadną tajemnica, przecież tak dobe znam ten wzrok. Ale tym razem historia miał potoczyć się inaczej - i tak też się stało.


And when we come back we’ll be dressed in black!
And you’ll scream our names aloud!
And we won’t eat and we won’t sleep!
We’ll drag bodies from their graves!
So say my name,
And every colour illuminates,
And we are shining,
And we’ll never be afraid again,
Say my name,
As every colour illuminates.

A potem poszliśmy dalej, upajając się wyjątkowym zapachem lasu o tej porze i jego odgłosami. Podziwialiśmy promienie jesiennego słońca prześwitujące przez złoto-czerwone liście. Zachwycaliśmy się na surowymi i ostrymi krawędziami wapiennych skał odbijających się w kryształowej wodzie zalewu. Prawdziwa oaza w samym środku miejskiej dżungli.
Tymbark nam powiedział, że "Razem damy radę :D" co wywołało u nas salwy śmiechu. Pani, która robiła nam zdjęcie rzuciła hasło byśmy się pocałowali, biorąc nas prawdopodobnie za kolejną z par i nieświadomie wprawiając w zakłopotanie - ale zdjęcie jest piękne, trzeba przyznać. A potem powiedział coś, co od tamtej pory dudni mi w głowie i za nic nie mogę tych słów z niej wyrzucić. Coś, czego do końca nie mogę rozszyfrować. Że to spotkanie pachnie mu "czekoladą, słodkim piwem i nadzieją" i że długo nie zapomni tego zapachu. Nadzieją? nadzieją u licha na co?


Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

Tymczasem...

środa, 16 października 2013

Żaden dzień się nie powtórzy...



Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy. Z tej przyczyny 
zrodziliśmy się bez wprawy 
i pomrzemy bez rutyny.
 
"Nic dwa razy się nie zdarza". Jakie to proste i czyste przesłanie, a zarazem jak ciężko się z nim pogodzić.
 "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" choć nawet nie wiem jak byśmy tego pragnęli, choć nie wiem jak bardzo byśmy się starli. Każda chwila jest wyjątkowa i mam tylko jedno podejście by ją przeżyć. Nie odstanie się to co już się stało.
Czasami sobie myślę, że chciałbym wrócić jeszcze do tamtej wiosny, jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, ponownie przeżyć te chwile. Są jednak takie dni, gdy cieszę się, że to już przeszłość. Perfekcja tamtych dni zaklęta we wspomnienia zamknięte w moim umyśle. Mogę wracać do nich kiedy tylko chcę i odtwarzać je na nowo i na nowo, ciesząc się że nie mogę już ich zmienić - bo po co zmieniać to co jest idealne?

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata. 

Przeszłość czasami boli, a nawet w większości boli. Przeszłość często wstrzymuje nas, nie pozwala iść dalej. Ile bylibyśmy wstanie dać by móc czasem zmienić naszą przeszłość? Jak bardzo do nas nie może czasem dotrzeć, że w tej materii nie możemy nic zrobić. Żyjąc przeszłością zapominamy o naszej teraźniejszości, zapominamy o tym co teraz mamy. Żyjąc w przeszłości tak na prawdę nie żyjemy wcale.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Trzeba umieć powiedzieć sobie "dość", trzeba nauczyć się ruszać dalej a z bolesnych momentów i błędnych decyzji trzeba nauczyć się wyciągać lekcje. Bo całe nasze życie jest właśnie ową lekcją.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Tak więc Panie D. to co między nami było należy już do przeszłości, całkowicie i nieodwracalnie. Już się wyleczyłam z Ciebie choć trochę mi to zajęło, ale nareszcie się udało. Już nie jest ważne jak byś się starał, to nieistotne co byś zrobił - jest już po prostu za późno, o te przeszło 3 miesiące za późno. Przyjaźń tylko to mogę Ci oferować  z mojej strony - nic więcej.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czasem tylko dopada mnie okrótna nostalgia tamtych dni, gdy słyszę którąś z piosenek którą mi przesłałeś, lub po prostu przypomina się któraś ze wspólnych chwil. Lecz taka największa nostalgia dopada mnie zawsze po naszych spotkaniach. Bo wtedy sobie zdaje sprawę, choć tak bardzo nie chcę tego przyznawać, że tęsknie za Tobą. Tak dobrze się dogadujemy, zawsze... tak bardzo lubię spędzać z Tobą czas, ale odkąd za swój cel wziąłeś ponowne uwiedzenie mnie, każde spotkanie mnie rani i otwiera to co nie tak dawno uważałam za zabliźnione. Ja, głupia masochistka, jestem od nich uzależniona i nie potrafię sobie odmówić przyjemności ponownego Ciebie zobaczenia. Przestań! ... Proszę!

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Już pozostawiłeś dość istotny ślad w moim życiu, nie da się tego zmienić. Stałeś się częścią mojej historii - z jednej strony częścią niezwykle bolesną, a z drugiej obezwładniająco piękną. Sporo przeszliśmy by znaleźć się w miejscu w którym teraz jesteśmy. Przez ten czas dużo się od Ciebie i o Tobie nauczyłam. Przez to niezwykle cenie sobie naszą relacje - taką jak jest. Nie niszcz tego, nie wystawiaj mnie na próby - ja już się nie cofnę, nie chcę tego robić. Pogódź i ciesz się tym co masz i przestań zachowywać się jak dziecko, któremu zabrano cukierek. Nie jestem ani nagrodą pocieszenia ani lekarstwem na zranione ego, a tym bardziej nie jestem zabawką, którą bawisz się jak sobie o niej przypomnisz lub - co gorsza - gdy zgubisz pozostałe.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
-Wisława Szymborska