niedziela, 20 maja 2012

PINKbox i takie tam innne ;)

Ufff trochę już czasu minęło od ostatniego posta ale cóż, choć matura to podobno bzdura to i tak trzeba było się nią zająć i jakoś zaliczyć ;) Teraz oficjalnie wracam i zajmuje się blogiem bez dwóch zdań!

Przyjaciele to prawdziwy skarb! Nikt tak dobrze jak Oni Cię nie znają, oraz nikt nie sprawi Ci lepszej niespodzianki niż oni :)
Otóż niesamowicie byłam zawiedziona, że nie dostane swoje kwietniowego Kissboxa ponieważ (jak już wszystkim bardzo dobrze wiadomo) projekt został zamknięty. Niestety.... ale moje kochane przyjaciółki korzystając że akuratnie wypadały również zaraz moje urodziny stworzyły dla mnie mojego własnego boxa - którego nazwały PINKbox i myślę że łatwo się będzie domyśleć dla czego :)



 Co zawierał mój jakże to zacny PINKbox
  1. 2 saszetki płynu do kąpieli Apart (jedna już zużyta, była fantastyczna)
  2. Milka truskawkowa (na zdjęciu już napoczęta z powodu napadu głodu w nocnym autobusie tuż po urodzinowej imprezie)
  3. Lakier do paznokci Miss Sporty - Clubbing Colours o numerku 343
  4. Lakier do paznokci My Secret o numerku 135
  5. Wazelinę do ust Flos-lek laboratorium o smaku poziomkowym
  6. Kredka do oczu My Secret nr. 16 w kolorze Fuchsia
  7. Masło do ciała z Bielendy - Granat
  8. Różową torebkę w żabę (na zdjęciu już lekko sfatygowaną) wypchaną mnóstwem papierków w kolorze bordo
Uff To tyle jeśli chodzi o mojego PINKbox'a :)
Za to jak wróciłam do domu dostałam jeszcze od mamy tusz ze Smashboxa. Jest na prawdę fantastyczny! Ale nic więcej nie mówię bo jego recenzja w następnym poście ;)



Tymczasem mykam i życzę przemiłego niedzielnego popołudnia!
Buziaki

sobota, 14 kwietnia 2012

Nad błękitnymi falami Dunaju cz. III

Post troszeczkę opóźniony, przepraszam i zapraszam do czytania i oglądania.

 Ostatniego dnia w Budapeszcie postanowiliśmy się udać na Termy. Świetny pomysł zwłaszcza że to był lany poniedziałek- więc pomoczyliśmy się na prawde porządnie!
 Termy na Węgrzech jest to rzecz bardzo popularna. Możne je spotkać praktycznie wszędzie, więc i w stolicy nie mogło ich zabraknąć. Mieszkańcy kraju widocznie bardzo się lubują w takich typu rzeczach, bo wybór miejsc jest na prawdę szeroki i każde proponuje nam coś innego. My akuratnie zdecydowaliśmy się na te największe i najbardziej popularne -Széchenyi Gyógyfürdő. Termy te o dość długiej historii (otworzone w I poło XXw.) położone w przeuroczej okolicy, obleganej zarówno przez turystów jak i miejscowych, ze względu na bliskość jednego z większych parków w Budapeszcie, ZOO i wielu innych atrakcji. Same kąpielisko jest na prawdę olbrzymie, umiejscowione w przepięknym secesyjnym budynku. Będąc tam można się poczuć jak by się cofnęło o kilkadziesiąt lat wstecz. Miejsce na prawdę klimatyczne- ale o tym zaraz.



Park miejski w otoczeniu kąpielisk

 Budynek z daleka
 Małe zbliżenie ;)


Zarówno budynek, jak i można tak nazwać lobby w którym znajdują się kasy wygląda imponująco. Imponująco była również cena. Imponująca w tym pozytywnym znaczeniu. Za całodobowy normalny bilet (w całych Węgrzech turystów nie obowiązują studenckie czy emerytalne zniżki) zapłaciłam coś ok. 43000 huf. - czyli coś ponad 50 zł. Porównując do cen w Bukowinie gdzie 2,5h kosztuje 54zł. Széchenyi  Gyógyfürdő wypada bardzo przyzwoicie . Zwłaszcza, że w cena obejmuje wszystkie baseny oraz sauny (a jest ich na prawdę do wyboru do koloru) a w Bukowinie za np. saunę trzeba dodatkowa zapłacić.

Lobby

 Haha widocznie po kąpielach możemy się poczuć niczym Afrodyta! ;)


Żebym nie zaponiała wspomnieć są dostępne 2 rodzaje biletów - jeden z szafkami takimi jak na normalnym basenie, a drugi (drożyszy o ok. 800 huf. - czyli coś ponad 10 zł.) z kabinami. To drugie to na prawdę fantastyczna rzecz, ponieważ masz troszkę prywatności. Jest na tyle miejsa, że spokojnie mogą się w niej przebierać 2 osoby na raz. Jedyne "ale" to jest wygląd tych kabin. Nic jednak nie mówię zobaczcie sami ...





Tak ,tak, wiem , absolutny powrót do przeszłości. Linoleum na podłodze, odpadająca farba - niczym PRL. Jedynym znakiem współczesności jest klamka na magnetyczny zegarek. Chociaż tyle...
Może faktycznie kabiny wyglądają jak by pamiętały jeszcze lata 80, ale tak na prawdę nie było aż tak źle. Jak już mówiłam to bardzo wygodne móc zostawić w takim czymś rzeczy. No i jest tam lusterko ;)
No ale przejdźmy wreszcie do tematu głownych atrakcji czyli samych kapieli. Otóż woda w basenach nie jest zwykłą wodą. Po pierwsze zawiera sód, siarczany, chlorki wapnia i magnezu, kwaśny węglan oraz fluor co sprawia, że nie tylko ma różne kolory ale jeszcze róznie śmierdzi ( bo niestety ale w każdym przypadku śmierdziała). Po drugie temperatura wód też jest różna - najzimniejszy basen jaki widziałam miał 16 stopni (dla prawdziwych twardzieli) a najgorętszy 40! Tak więc na prawdę jest w czym wybierać.
Tak samo jest z saunami. Jest ich dosłownie niezliczona ilość a ich temperatura jest do 100 stopni. Koło saun są również prysznice by można było zmyć z siebie to co się wypociło. Najzimniejszy basen też znajdował się koło saun by móc sobie po takiej posiadówce w gorącu wskoczyć do zimnej wody.  Bardzo przyjemne uczucie. Koło saun dostępne są również bryłki lodu które możesz zabrać do środka dla ochłody. Organizacja perfekcyjna!
Ważnym plusem tego kąpieliska są baseny - nie tylko kryte ale i na świeżym powietrzu. Te właśnie najbardziej przypadły mi do gustu. Zwłaszcza, że pogoda tego dnia była piękna! Choć termometr wskazywał tylko 13 stopni to słońce prażyło na tyle mocno że opaliłam się z filtrem 50 na buzi.






7 godzinny pobyt na basenach wykończył nas, ale na prawdę było warto. Każdy kto będzie miał szansę wybrać się na Węgry czy właśnie do Budapesztu powinien odwiedzić miejscowe termy.
Tak i oto mój krótki weekend w Budapeszcie dobiegł końca. Wszystko co dobre w końcu szybko się kończy. Na szczęście już planuje kolejny wyjazd ;)
Dla zainteresowanych umieszczam jeszcze adres kąpielisk.
Adres: Széchenyi Gyógyfürdő, 1146 Budapest, Állatkerti krt. 11.

Następny notka to będą zakupy i fantastyczny przepis na muffinki jakie dzisiaj upiekłam.
Buziaki

niedziela, 8 kwietnia 2012

Nad błękitnymi falami Dunaju cz. II

Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.
 -Marcel Proust
 Budapeszt przywitał mnie zrana piękną pogodą. Czyste błękitne niebo, mocno prażące słońce i wiatr który urywa głowy. Przynajmniej powietrze czyste, bez żadnego smogu. Poranek zaczęłam pyszną i aromatyczną kawą. Jak na chrześcijanke przystało wybrałam się rónież do kościoła , polskiego, jedynego w Budapeszcie. Naprawdę jestem zachwycona. Kościułek faktycznie niewielki, ale położony w porządnej okolicy, bardzo ładny, z przesympatycznym księdzem który powitał wszytskich wiernych podchodząc do nich i mówiąc "bardzo się cieszę, że tu jesteście". W odprawianiu mszy pomogła mu siostra oraz kleryk. Atmosfera naprawdę niesamowita! Widać, że ksiądz zna swoich wiernych w większości po imieniu. W dodatku organizacja w kościele niejednokrotnie lepsz niż w Polsce. W każdej ławeczce były książeczki z pieśniami a przy ołatrzu tablica z numerami pięsni ( w kolejności) jakie będą śpiewne w ciągu mszy. Na ławce równiez była kartka z czytaną na dzisiaj ewangelią, ogłoszeniami parafialnymi i artykułem na temat historycznego spojrzenia na zmartwychwstanie.Na prawdę jestem bardzo pozytywnie zasoczona. Poniżej zamieszczam link do strony internetowej parafii dla zainteresowanych.

Poranna Kawa

 Polska parafia
Strona Polskie Parafii Personalnej w Budapeszcie: www.parafiabudapeszt.republika.pl

 Planowanie wycieczki :)

 Po mszy tradycyjne śniadanie ( jeśli tak można nazwać posiłek o godzinie 12) a następnie wypad na miasto!
Jak już mówiłam wiatr dzisiaj był okropny więc spacer nad Dunajem odpadał bo nie dało się iść. Zdecydowanie bezpieczniej było się ukryć w krętych uliczkach Pesztu. Na pierwszy ogień dawno nie widzina katedra św. Stefana, potem spacerek po starym mieście, następnie koło parlamentu. Między czasie oczywiście obowiązkowa trzeba było się zagrzać w jakiejś miłej kawiarence już niestety z mniej miłą obsługą.

Bulwary nad Dunajem

 Lew strzegący mostu łańcuchowego

Ciekawa historia bagaży pewnych turystów które zostały wyładowane z autokaru i zostawione same sobie. Ciekawe co na to ich właściciele ...

W Budapeszcie wiosna w pełni! Słońce i kwiaty :)
 Bazylika św. Stefana (Szent István Bazilika) z zewnątrz...
 oraz w wewnątrz ...



Krótka historia w ojczystym języku :)
 A teraz pytanie - co bohater czeskich bajek robi w samym sercu węgierskiej stolicy?
 Trochę zieleni w centrum miasta


Parlament (Országház)

Zanim wróciliśmy do domu zdążyliśmy przemarznąć znów przez ten okropny wiatr więc trzeba było zastosować drastyczne środki na rozgrzewkę ;)
Mam nadzieję, że krótki tour po stolicy Węgier wam się podobał. Tymczasem pozdrawiam was cieplutko i idę nabrać siły na jutro. Ma być cieplej i bardziej słonecznie niż dzisiaj oraz ma być bezwietrznie! :)
Buziaki

sobota, 7 kwietnia 2012

Nad błękitnymi falami Dunaju

Budapeszt!
Nareszcie gdzieś poza Krakowem bo już powoli zaczynało mi nudzić (na ile może się nudzić maturzystce). Jestem tu dopiero od hm... 2 godzin więc wiel nie mogę powiedzieć ale, ważne - tu jest zielono! I kwitnie wszystko i ah.... prawdziwa wiosna w pełni!
Jestem okropnie padnięta po 7h podróży, więc post szybki z zapowiedzią czegoś więcej jutro (wraz ze zdjęciami)
A teraz jeszcze Wesołych Świąt, smacznego jajka i wielu kicających króliczków.
Xoxo

piątek, 23 marca 2012

Nareszcie wiosna!

"Nauczyłem się kochać tajemniczość. Ona jedna chyba może życie nasze uczynić niezwykłym i cudownym. Najpowszedniejsza rzecz zyskuje urok, gdy się ją zachowuje w tajemnicy." 
- Oscar Wilde - 'Portret Doriana Graya'.

Wiosna ruszyła pełną parą! Ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, a termometr w Krakowie dobił dzisiaj do 18 kresek powyżej zera. Zresztą wystarczyło by tylko popatrzeć na modę uliczną, gdzie dominowały balerinki, krótkie rękawki, a odważni wbili się dzisiaj nawet w szorty :)
 Sama w uniesieniu wiosennego nastroju postanowiłam wybrać się z książką do parku, aby zażyć troszkę przyjemności z czytania na ławce, łapania promyków słońca i przy okazji naprodukowania trochę witaminy D. Szkoda tylko, że na podobny pomysł wpadła prawdopodobnie połowa miasta! Choć park przeżywał prawdziwe oblężenie to i tak nic nie było wstanie mi zepsóć pierwszego tak prawdziwie wiosennego dnia, zwłaszcza że to piątek - weekendu początek ;)
 Lektura na dziś:

Ponad 2 godzinny 'spacer' zainspirował do zrobienia czegoś iście w wiosennych kolorach na obiad. Uwaga zdjęcie zamieszczone poniżej grozi natychmiastowym udaniem się w stronę lodówki po coś dobrego ;)

Voila - makaron ze szpinakiem i łososiem!
A Wy jak spędziliście to urocze popołudnie?

Ah i jeszcze teraz małe pytanie. Zbiłam dzisiaj rano lusterko- jak myślicie czy na prawdę grozi mi 7 lat nieszczęścia? Bo jednak przed maturą wolałabym mieć więcej szczęścia niż nieszczęścia (zwłaszcza, że to już za miesiąc!) Wierzycie w przesądy? 
Buziaki

czwartek, 22 marca 2012

“I don't mind living in a man's world, as long as I can be a woman in it.” ― Marilyn Monroe

To nie jest blog, gdzie będzie można znaleźć tabele wyników Ligi Mistrzów czy T-mobile ekstraklasy. Również na próżno tu szukać komentarza do walk MMA, UFC czy jakichkolwiek innych .... nie, nie będę tu również pisać o najnowszym modelu citroena ani rozpływać się nad ilością koni mechanicznych w Ferrari.
 Ten blog będzie całkowicie dla kobiet i poświęcony sprawą im bliskim.
Tak, znajdziecie tu najnowsze nabytki kosmetyczne czy ubraniowe, trendy sezonu. Będę pisać o komedii romantycznej która mi się ostatnio spodobała lub dramacie który wzruszył mnie do łez. Pokaże wam moje ukochane książki oraz seriale, i przede wszystkim tak, bez żadnych zahamowań będzie można się wypowiedzieć na temat doskonałości torsu Paula Wasilewskiego czy też Matta Bomera. Tak więc serdecznie zapraszam!