niedziela, 20 października 2013

Say my name!

When we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
We were light and paper-thin.
And when we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
Till you let the spectrum in.

I znów szliśmy tą samą,  tak zanjomą nam drogą, ramię w ramię. Znów to samo miejsce, gdzie tak na prawdę wszystko się zaczęło. Tak samo niepewni tego co się wydarzy. Tyle żywych wspomnień w naszej pamięci. Nawet słońce świeciło tak samo.


Say my name,
And every colour illuminates,
We are shining,
And we’ll never be afraid again.

Co się zmieniło? Wtedy była wiosna, krzewy się dopiero zaczynały zielenić, delikatne śnieżnobiałe pąki kwiatów obsypały drzewa, a teraz? A teraz , las ubrał się w barwy czerwieni, żółcieniu i pomarańczu. Setki kolorowych liści szumiących na pod stopami. Może my też się zmieniliśmy. Może dojrzeliśmy przez to lato.

Say my name!

As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

To samo miejsce, ale całkiem inna historia.

And when we come for you,
We’ll be dressed up all in blue,
With the ocean in our arms,
Kissing eyes and kissing palms.
And when it’s time to pray,
We’ll be dressed up all in grey,
With metal on our tongues,
And silver in our lungs.

Szliśmy rozmawiając, tak samo jak zawsze, bardzo często nam się do zdarza ostatnimi czasy. Nam nigdy nie brakowało i nie brakuje tematów. Tylko ta atmosfera tego miejsca, wyjątkowa i przypominająca nam jedno - owy wiosenny czas, którego duchy wręcz można było poczuć w powietrzu.
Usiedliśmy wysoko na skarpie, nogi zwisały nam swobodnie w dół i zajadaliśmy się ciasteczkami z żurawiną i białą czekoladą, popijając sommersby - oczywiście. Tak zwyczajnie i normalnie. Rozmowa, dzielenie się najgłębszymi przemyśleniami, obawami. A potem się zaczęło... temat który jeszcze ani razu nie udało nam się poruszyć, którego skwapliwie unikaliśmy. Tamten kwiecień... Dowiedziałam się paru i intrygujących rzeczy. Zależało mu na mnie - wiedziałam o tym, ale nigdy tego nie usłyszałam z jego ust. Warto było czekać. A ja, nareszcie mogłam mu powiedzieć co myślę - że jest już 'tylko' lub 'aż' moim kumplem, moim przyjacielem. Co było, to  było - to już przeszłość. A potem zrobiło się słodko i uroczo. Powiedziałam mu jak wartościowym człowiekiem dla mnie jest,  poza tą swoją grą i pozorami jakie stwarza. On w zamian docenił moją energię, ciekawość świata oraz jak to zgrabnie ujął, że jestem "pozytywnie zakręcona". ;)
Chwila szczerości, która była nam absolutnie potrzebna. Która jeszcze bardziej pogłębiła więź między nami. Jak to powiedział "Cieszę się, że poznałem Pana D. z samego faktu, że mogłem dzięki niemu poznać Ciebie". A potem patrzyliśmy sobie bardzo długo w oczy, próbując rozszyfrować wzajemnie ich kolor i nieświadomie zbliżyliśmy się do siebie zdecydowanie zbyt blisko i to że chciałby mnie pocałować, nie było dla mnie żadną tajemnica, przecież tak dobe znam ten wzrok. Ale tym razem historia miał potoczyć się inaczej - i tak też się stało.


And when we come back we’ll be dressed in black!
And you’ll scream our names aloud!
And we won’t eat and we won’t sleep!
We’ll drag bodies from their graves!
So say my name,
And every colour illuminates,
And we are shining,
And we’ll never be afraid again,
Say my name,
As every colour illuminates.

A potem poszliśmy dalej, upajając się wyjątkowym zapachem lasu o tej porze i jego odgłosami. Podziwialiśmy promienie jesiennego słońca prześwitujące przez złoto-czerwone liście. Zachwycaliśmy się na surowymi i ostrymi krawędziami wapiennych skał odbijających się w kryształowej wodzie zalewu. Prawdziwa oaza w samym środku miejskiej dżungli.
Tymbark nam powiedział, że "Razem damy radę :D" co wywołało u nas salwy śmiechu. Pani, która robiła nam zdjęcie rzuciła hasło byśmy się pocałowali, biorąc nas prawdopodobnie za kolejną z par i nieświadomie wprawiając w zakłopotanie - ale zdjęcie jest piękne, trzeba przyznać. A potem powiedział coś, co od tamtej pory dudni mi w głowie i za nic nie mogę tych słów z niej wyrzucić. Coś, czego do końca nie mogę rozszyfrować. Że to spotkanie pachnie mu "czekoladą, słodkim piwem i nadzieją" i że długo nie zapomni tego zapachu. Nadzieją? nadzieją u licha na co?


Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

Tymczasem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz