poniedziałek, 24 czerwca 2013

Cause you can't keep a bad girl down...

Noc Kupały to stare słowiańskie święto związane z letnim przesileniem słońca i przypadające na najkrótszą noc w roku. Jest to święto wody, ognia, słońca i księżyca, miłości, płodności, szczęścia i radości. Jedyna noc w przeciągu całego roku, kiedy można było zrzucić z siebie ciężkie okowy moralności i przyzwoitości by móc bezwstydnie zaszaleć w świetle gwiazd oraz księżyca, tańcząc dziko w blasku ognisk na łące w rozgrzanym, przesiąkniętym zapachem ziół i kwieciem powietrzu. Ja tego roku również miałam swoją prawdziwą noc Kupały.

"Prohibition never stood a chance against exhibition. It's human nature to be free, and no matter how long you try to be good, you can't keep a bad girl down"

Może to wina Krakowski upałów które dręczyły niemiłosiernie od paru dni szlachetnych mieszkańców tego miasta, a może szukam tylko drobnego usprawiedliwienia na zamęt jaki miałam owego dnia w głowie. Temperatura dobijała 30 kreski na termometrze, choć słońce zaszło już dobre 2 godziny wcześniej. Leżąc półnaga na łóżku popijałam raz po raz wodę z dużą ilością lodu, wachlując się notatkami z ekonomii. Gorąco! Dźwięk wiadomości zakłócił perfekcje gitarowego brzmienia Benedetti & Svoboda, którego delikatne i słodkie nuty niosły się po moim pokoju. To ON napisał... oczywiście, że on. Ze wszystkich jego cech, które tak bardzo nienawidzę, najgorszą jest jego wyczucie czasu. Idealnie trafia w okresy moich słabości. Czy się z nim zobaczę? Oczywiście, że tak! Przecież plan, o ironio, miał być - "zapominamy" prawda?

30 minut. Pół godziny. 2 kwadranse. Dokładnie tyle potrzebowałam by znaleźć się w miejscu w którym się umówiliśmy. Jeżeli uważałam, że gorąco było w moim pokoju, to nie umywało się to do sytuacji na zewnątrz. Powietrze wręcz pulsowało, było naelektryzowane żarem ostatnich dni, duchota która zabierała oddech i jednocześnie prawdopodobnie zdolność racjonalnego myślenia. Wrzące powietrze, wrząca skóra, łomoczące serce. Ja wiedziałam jak ta noc się skończy - ON zresztą też wiedział.
Na początku niewinnie - parę spojrzeń, lampka wina, rozmowa. Potem kolejna lampka wina, pierwszy kontakt, namiętne spojrzenia. Trzeciej lampki już nie pamiętam. Zagubiła się pomiędzy ognistymi i przepełnionymi pragnieniem pocałunkami i palącym dotykiem. Dźwięk tłuczonego szkła, zdejmowane w pośpiechu ubrania, przyspieszone oddechy. Świat zewnętrzny przestał istnieć, światła miasta zgasły, tylko Ja i ON oraz nasze nagie i mokre od potu ciała, pożądanie krążące w naszych żyłach, słodko - słony smak w ustach.


"Stacks on deck
Patrone on ice
And we can pop bottles all night
Baby you can have whatever you like 
Yeah
You can have whatever you like 
Yeah
Late night sex so wet and so tight
I'll gas up the jet for you tonight
Baby you can go where ever you like 
Yeah 
You can go where ever you like"

Wspólny prysznic który miał nas trochę ostudzić na nowo rozpalił pożądanie a potem, a potem leżeliśmy pozbawieni tchu na łóżku, nieprzyzwoicie wyczerpani, pogrążone każde w swoich myślach. Z głową na jego piersi słyszałam tylko bicie jego serca, które powoli wracało do prawidłowego rytmu.

Najkrótsza noc w roku okazała się tą najintensywniejszą. Ale nie martwcie się moi przyjaciele, to dopiero początek lata i wiele takich szalonych nocy przed nami, wami.

Wiem, że za parę dni będę pluła sobie w twarz, że do niego pojechałam. Wiem to. Wiem, że powinnam zapomnieć, mam o nim zapomnieć, ale po tym co ostatnio się wydarzyło będę prawdopodobnie pamiętać do końca życia - wiem to... Ale jak pewna mądra osoba mi niedawno powiedziała "Nigdy, przenigdy nie żałuj czegoś, co wywołało uśmiech na twojej twarzy". A więc:

"Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien
Ni le bien qu'on m'a fait
Ni le mal tout ça m'est bien égal"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz