piątek, 22 listopada 2013

We never learn, do we?

"Tłoczno. Głośno. Duszno.
W po­wiet­rzu czuć ma­gię 
za­mykam oczy od­daję się muzyce
czuję Twój za­pach i dotyk,
gdy od­garniasz mi zabłąka­ny kos­myk z twarzy
widzę Two­je oczy które błyszczą dzi­kim blaskiem
ko­lej­ny raz nie mogę Ci się oprzeć …"

Uległam. Ponownie. Tym razem jednak jeszcze bardziej,mocniej, jeszcze intensywnej, choć nie zdawałam sobie sprawy, że to było w ogóle możliwe. Zaufałam Ci, tak bardzo Ci zaufałam ... a teraz tak bardzo tego żałuje.
Jak to jest, wytłumacz mi proszę - jak to jest, że jednego dnia mówisz, że Ci zależy. Boisz się, ale Ci zależy. Mówisz, że daje Ci szczęście. Trzymasz mnie za rękę, całujesz czule w czoło, patrzysz się na mnie tak jak bym była wszystkim czego pragniesz. Pamiętam jak mnie tego dnia przytulałeś. Tak mocno, tak zachłannie, tak jakbyś miał nigdy już mnie nie wypuścić ze swych objęć. Tego dnia byłam tak szczęśliwa i dopiero teraz, z perspektywy czasu, zdałam sobie sprawę, że to było pożegnanie, najpiękniejsze a zarazem najtragiczniejsze pożegnanie.
3 dni później nie byłeś już tą samą osobą.
Tamtego dnia czułam się jakbym unosiła się ze szczęścia 10cm. nad ziemią. Później okazało się, że to było więcej, znacznie więcej. Upadek bolał, ciągle boli.

"Skąd tu wiedzieć, jak mogło było zakończyć się coś, co nie miało początku, co ukazało się od środka i znikło bez określonego kształtu, rozpływając się na skraju innej mgły?"

Powiedziałeś, że spotykasz się z inną kobietą. Uciekłeś... bo się bałeś. Uciekłeś, bo wiedziałeś że spieprzysz i wolisz żebym teraz cierpiała mniej niż w przyszłości więcej.
Tchórz!
Brak mi do Ciebie słów. Złamałeś mnie - ponownie.
Byłam dzielna, nawet uśmiechnęłam się na "do widzenia", jechałam przykładnie w tramwaju, po przyjściu do domu wyszczotkowałam zęby, grzecznie ubrałam się w piżamę... i dopiero wtedy, zagrzebując się głęboko pod kołdrą, tak żeby nikt nie widział, tak żeby nikt nie słyszał, pozwoliłam by kilka, a może i więcej, łez popłynęło po moim policzku.
Tamtej nocy również zaklęłam się przed Bogiem, że to po raz ostatni... nie uronię nad Tobą już ani jednej łzy, nie zmarnuje przez Ciebie już ani jednego wieczoru, popołudnia, poranka.
A wiesz co w tym wszystkim jest najgłupsze? Czasem udaje mi się zapomnieć o tym co się wydarzyło, i gdy słyszę jakąś ciekawostkę czy to w radiu czy na zajęciach, wtedy myślę zaśmiewając się w duchu "Ciekawe czy ON wie". Potem dopiero do mnie dociera, że to już przecież nieistotne... Zachowuję tę ciekawostkę dla siebie, bo już nie ma osoby z którą mogłabym się nią podzielić, bo nie ma wokół mnie osoby, która by zrozumiała tak jak Ty zawsze rozumiałeś.
Tęsknię za tobą, głupia ja. Brakuje mi naszych spotkań. Bo MY mieliśmy coś więcej. To było podobieństwo charakterów, wspólny humor, zainteresowania, tematy, masa wspomnień i ogrom wspólnych doświadczeń. To było coś więcej niż zwykłe zauroczenie... a teraz nie ma już nic, pozostała tylko ta pustka, którą ja nie potrafię zapełnić - na razie, za to Tobie widocznie poszło bardzo dobrze. Widziałam ... wszystko wiem...

"Ludzie zawodzą mała. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Jeszcze wiele razy będziesz przez nich płakać, ale to pomaga Ci być silniejszą i bardziej ostrożniejszą. Pamiętaj obdarzaj zaufaniem tych, co na to zasłużyli. Pamiętaj!"

Ludzie mówią.... mówią, że to sprawi, że stanę się silniejsza, a o ironio nigdy tak słaba się nie czułam.

Tymczasem...

środa, 30 października 2013

Pretty Little Mistakes.

Pamiętacie co ostatnio pisałam na temt Pana D.? Zapomnicie o tym. Zapomnijcie wszystko. Kłamałam!

I miss the way you wanted me
When I was staying just out of your reach
Begging for the slightest touch
Ooh, you couldn’t get enough, mmm


Kiedy to ostatnio mi się zdarzyło? Oh można by było rzec, że ledwie to pamiętam - tak dawno. Stałam przed lustrem i przesuwałam delikatnie opuszkami palców po małym, czerwono-bordowym śladzie na mojej szyi. Śladzie, który dobrym obserwatorom powie wszystko. Namacalnym znaku mojej słabości z poprzedniego wieczoru.
Patrzyłam z konsternacją w lustro, poraz dziesiąty próbując tak sprytnie ułożyć włosy, by zakryć ten niechlubny i jakże oczywisty symbol namiętności. Byłam na siebie wściekła, byłam sobą rozczarowana byłam rozżalona, że jednak nic sie nie nauczyłam przez ostatnie pół roku. Ale tak w głebi, głębi czułam przyspieszone bicie mojego serca oznajmiające podekscytowanie, dziwaczną radość i nutke wyczekiwania ... na więcej? Piękny eufemizm!

Nie znam drugiego tak wnikliwego obserwatora jak Pan M., a z naszych rozmów na temat miłości mogłaby powstać niezła książka. Od pewnego czasu stał się on powiernikiem moich największych jak i tych najbardziej błachych problemów i ani razu nie zawiódł, zawsze znalazł wlaściwą odpowiedź na moje, nawet najgłupsze, zapytanie. Czasami się zastanawiam jak on ze mną wytrzymuje, a z właszcza z tymi moimi wszystkimi historiami miłosnymi....

M: no ale to tak samo jak ten Twój: chcialas - pojechał, wrócil,  teraz on chce - Ty nie.
A: wydaje mi się, że u mnie jest to bardziej skomplikowane niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
M: no tak, u Ciebie nie może byc za prosto, po prostu jestes za wspaniała.
M: Wiem, że lubisz słuchać/czytać o sobie, to Ci zorbię mały prezent dzisiejszego wieczoru i połechtam Ci troszke ego. Otóż A. zawsze będziesz mieć problem z facetami, ponieważ jak ktoś chciałby Cię zaszufladkować to będzie miał problem. Po prostu pasujesz do kilku schematów. Potrafisz być ziomkiem - taką dziewczyną z którą się idzie na piwo w krzaki, potrafisz być damą z którą się idzie do teatru, potrafisz być słodką idiotką, którą każdy sie chce zaopiekować i potrafisz być flirciarą, a że każdy z tych schematów jest na swój sposób pociągajacy, no to jak sie je doda w całośc to wychodzi cud miód i nutella. Więc tak, zawsze będą mieć Tobą fascynajce koledzy, przynajmnej przez jakiś czas.
oooo dopiszę Ci jeszcze jeden szablon - mądrze wyglądająca, czytająca książki, dobrze wykształcona inteligentka... tylko Ci takich duzych okularów w grubych oprawkach brakuje, nie wiem tylko jak one się nazywają ;)

Czyli kwitesencja Pana M. Jedyny i niepowtarzalny - mój!

Dobrej nocy misiaczki - obyście spali lepiej niż mi się to zdarza ostatnimi czasy ...

Znacie może tę ksiązkę - Pretty Little Mistakes? Tak, to dokładnie ta, w której podejmujesz decyzje jak bohaterka ma postąpić i przez to kreujesz swoją a właściwie jej historie. Wygląda na to, że ja jednak jestem fatalnym "Bogiem". Trzy próby i trzy równie marne zakończenia ( w tym dwa powiązane z narkotykami). Czy to ma być jakiś znak?

niedziela, 20 października 2013

Say my name!

When we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
We were light and paper-thin.
And when we first came here,
We were cold and we were clear,
With no colours on our skin,
Till you let the spectrum in.

I znów szliśmy tą samą,  tak zanjomą nam drogą, ramię w ramię. Znów to samo miejsce, gdzie tak na prawdę wszystko się zaczęło. Tak samo niepewni tego co się wydarzy. Tyle żywych wspomnień w naszej pamięci. Nawet słońce świeciło tak samo.


Say my name,
And every colour illuminates,
We are shining,
And we’ll never be afraid again.

Co się zmieniło? Wtedy była wiosna, krzewy się dopiero zaczynały zielenić, delikatne śnieżnobiałe pąki kwiatów obsypały drzewa, a teraz? A teraz , las ubrał się w barwy czerwieni, żółcieniu i pomarańczu. Setki kolorowych liści szumiących na pod stopami. Może my też się zmieniliśmy. Może dojrzeliśmy przez to lato.

Say my name!

As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

To samo miejsce, ale całkiem inna historia.

And when we come for you,
We’ll be dressed up all in blue,
With the ocean in our arms,
Kissing eyes and kissing palms.
And when it’s time to pray,
We’ll be dressed up all in grey,
With metal on our tongues,
And silver in our lungs.

Szliśmy rozmawiając, tak samo jak zawsze, bardzo często nam się do zdarza ostatnimi czasy. Nam nigdy nie brakowało i nie brakuje tematów. Tylko ta atmosfera tego miejsca, wyjątkowa i przypominająca nam jedno - owy wiosenny czas, którego duchy wręcz można było poczuć w powietrzu.
Usiedliśmy wysoko na skarpie, nogi zwisały nam swobodnie w dół i zajadaliśmy się ciasteczkami z żurawiną i białą czekoladą, popijając sommersby - oczywiście. Tak zwyczajnie i normalnie. Rozmowa, dzielenie się najgłębszymi przemyśleniami, obawami. A potem się zaczęło... temat który jeszcze ani razu nie udało nam się poruszyć, którego skwapliwie unikaliśmy. Tamten kwiecień... Dowiedziałam się paru i intrygujących rzeczy. Zależało mu na mnie - wiedziałam o tym, ale nigdy tego nie usłyszałam z jego ust. Warto było czekać. A ja, nareszcie mogłam mu powiedzieć co myślę - że jest już 'tylko' lub 'aż' moim kumplem, moim przyjacielem. Co było, to  było - to już przeszłość. A potem zrobiło się słodko i uroczo. Powiedziałam mu jak wartościowym człowiekiem dla mnie jest,  poza tą swoją grą i pozorami jakie stwarza. On w zamian docenił moją energię, ciekawość świata oraz jak to zgrabnie ujął, że jestem "pozytywnie zakręcona". ;)
Chwila szczerości, która była nam absolutnie potrzebna. Która jeszcze bardziej pogłębiła więź między nami. Jak to powiedział "Cieszę się, że poznałem Pana D. z samego faktu, że mogłem dzięki niemu poznać Ciebie". A potem patrzyliśmy sobie bardzo długo w oczy, próbując rozszyfrować wzajemnie ich kolor i nieświadomie zbliżyliśmy się do siebie zdecydowanie zbyt blisko i to że chciałby mnie pocałować, nie było dla mnie żadną tajemnica, przecież tak dobe znam ten wzrok. Ale tym razem historia miał potoczyć się inaczej - i tak też się stało.


And when we come back we’ll be dressed in black!
And you’ll scream our names aloud!
And we won’t eat and we won’t sleep!
We’ll drag bodies from their graves!
So say my name,
And every colour illuminates,
And we are shining,
And we’ll never be afraid again,
Say my name,
As every colour illuminates.

A potem poszliśmy dalej, upajając się wyjątkowym zapachem lasu o tej porze i jego odgłosami. Podziwialiśmy promienie jesiennego słońca prześwitujące przez złoto-czerwone liście. Zachwycaliśmy się na surowymi i ostrymi krawędziami wapiennych skał odbijających się w kryształowej wodzie zalewu. Prawdziwa oaza w samym środku miejskiej dżungli.
Tymbark nam powiedział, że "Razem damy radę :D" co wywołało u nas salwy śmiechu. Pani, która robiła nam zdjęcie rzuciła hasło byśmy się pocałowali, biorąc nas prawdopodobnie za kolejną z par i nieświadomie wprawiając w zakłopotanie - ale zdjęcie jest piękne, trzeba przyznać. A potem powiedział coś, co od tamtej pory dudni mi w głowie i za nic nie mogę tych słów z niej wyrzucić. Coś, czego do końca nie mogę rozszyfrować. Że to spotkanie pachnie mu "czekoladą, słodkim piwem i nadzieją" i że długo nie zapomni tego zapachu. Nadzieją? nadzieją u licha na co?


Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!
Say my name!
As every colour illuminates!
We are shining!
And we’ll never be afraid again!

Tymczasem...

środa, 16 października 2013

Żaden dzień się nie powtórzy...



Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy. Z tej przyczyny 
zrodziliśmy się bez wprawy 
i pomrzemy bez rutyny.
 
"Nic dwa razy się nie zdarza". Jakie to proste i czyste przesłanie, a zarazem jak ciężko się z nim pogodzić.
 "Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy" choć nawet nie wiem jak byśmy tego pragnęli, choć nie wiem jak bardzo byśmy się starli. Każda chwila jest wyjątkowa i mam tylko jedno podejście by ją przeżyć. Nie odstanie się to co już się stało.
Czasami sobie myślę, że chciałbym wrócić jeszcze do tamtej wiosny, jeszcze raz poczuć się tak jak wtedy, ponownie przeżyć te chwile. Są jednak takie dni, gdy cieszę się, że to już przeszłość. Perfekcja tamtych dni zaklęta we wspomnienia zamknięte w moim umyśle. Mogę wracać do nich kiedy tylko chcę i odtwarzać je na nowo i na nowo, ciesząc się że nie mogę już ich zmienić - bo po co zmieniać to co jest idealne?

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata. 

Przeszłość czasami boli, a nawet w większości boli. Przeszłość często wstrzymuje nas, nie pozwala iść dalej. Ile bylibyśmy wstanie dać by móc czasem zmienić naszą przeszłość? Jak bardzo do nas nie może czasem dotrzeć, że w tej materii nie możemy nic zrobić. Żyjąc przeszłością zapominamy o naszej teraźniejszości, zapominamy o tym co teraz mamy. Żyjąc w przeszłości tak na prawdę nie żyjemy wcale.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Trzeba umieć powiedzieć sobie "dość", trzeba nauczyć się ruszać dalej a z bolesnych momentów i błędnych decyzji trzeba nauczyć się wyciągać lekcje. Bo całe nasze życie jest właśnie ową lekcją.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Tak więc Panie D. to co między nami było należy już do przeszłości, całkowicie i nieodwracalnie. Już się wyleczyłam z Ciebie choć trochę mi to zajęło, ale nareszcie się udało. Już nie jest ważne jak byś się starał, to nieistotne co byś zrobił - jest już po prostu za późno, o te przeszło 3 miesiące za późno. Przyjaźń tylko to mogę Ci oferować  z mojej strony - nic więcej.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czasem tylko dopada mnie okrótna nostalgia tamtych dni, gdy słyszę którąś z piosenek którą mi przesłałeś, lub po prostu przypomina się któraś ze wspólnych chwil. Lecz taka największa nostalgia dopada mnie zawsze po naszych spotkaniach. Bo wtedy sobie zdaje sprawę, choć tak bardzo nie chcę tego przyznawać, że tęsknie za Tobą. Tak dobrze się dogadujemy, zawsze... tak bardzo lubię spędzać z Tobą czas, ale odkąd za swój cel wziąłeś ponowne uwiedzenie mnie, każde spotkanie mnie rani i otwiera to co nie tak dawno uważałam za zabliźnione. Ja, głupia masochistka, jestem od nich uzależniona i nie potrafię sobie odmówić przyjemności ponownego Ciebie zobaczenia. Przestań! ... Proszę!

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Już pozostawiłeś dość istotny ślad w moim życiu, nie da się tego zmienić. Stałeś się częścią mojej historii - z jednej strony częścią niezwykle bolesną, a z drugiej obezwładniająco piękną. Sporo przeszliśmy by znaleźć się w miejscu w którym teraz jesteśmy. Przez ten czas dużo się od Ciebie i o Tobie nauczyłam. Przez to niezwykle cenie sobie naszą relacje - taką jak jest. Nie niszcz tego, nie wystawiaj mnie na próby - ja już się nie cofnę, nie chcę tego robić. Pogódź i ciesz się tym co masz i przestań zachowywać się jak dziecko, któremu zabrano cukierek. Nie jestem ani nagrodą pocieszenia ani lekarstwem na zranione ego, a tym bardziej nie jestem zabawką, którą bawisz się jak sobie o niej przypomnisz lub - co gorsza - gdy zgubisz pozostałe.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.
-Wisława Szymborska

wtorek, 24 września 2013

Seven Devils all around me


Holy water cannot help you now 
A thousand armies couldn't keep me out 
I don't want your money 
I don't want your crown
See I have to burn
Your kingdom down

Nareszcie mogę odetchnąć! Piękne 4.0 widnieje w moim elektronicznym indeksie. Jestem z siebie niezmiernie dumna za tą walkę do samego końca, wytrwałość, poświęcenie, upór i słuszną decyzje w porządkowaniu spraw na te bardziej i mniej ważne. Jestem szczęśliwa, że mi się udało. Po tak emocjonującym początku wrześnie przyszedł czas na zasłużone wakacje.

Holy water cannot help you now 
See I've had to burn your kingdom down 
And no rivers and no lakes can put the fire out 
I'm gonna raise the stakes, I'm gonna smoke you out

Może to były tylko 3 dni, ale Warszawa nie zawiodła. Było cudownie! Różowa sukienka, skórzana kurtka, szpilki i czerwone usta. Podczas tamtych nocy to zdecydowanie ja rządziłam w stolicy. Gdziekolwiek bym się nie zjawiła, czy to w energetycznych Przestrzeniach czy w stylowym Syrenim Śpiewie, spotykałam się z adoracją mojej osoby, która nie ukrywajmy tak bardzo mi odpowiadała, której tak bardzo potrzebowałam. Ale moi drodzy, chyba nie sądzicie że imprezowałam sama - przecież zgrana ekipa to podstawa udanej imprezy. Moi dzielni towarzysze nie zawiedli. Koniec końców myślę, że mogę to już napisać bo wątpie żeby coś się zmieniło na przestrzeni tych 3 dni - tego lata jedynie Warszawa nocą zawładnęła moim sercem.

Seven devils all around you 
Seven devils in your house 
See I was dead when I woke up this morning 
I'll be dead before the day is done 
Before the day is done

Od klubowej Warszawy w weekend do artystycznego Krakowa w tygodniu. Jazz Jam session okazało się niezwykle udane. Nie ma to jak posłuchać dobrej muzyki na żywo w równie doborowym towarzystwie. Następnie orzechówka w Carpe Diem wraz ze śpiewaniem klasyków na miarę "It's My life" oraz sesja taneczna w Shakers. Czyli wieczór z Panem D. w pigułce.  Było cudownie, ale...  Nie chcę żałować, bo świetnie się bawiłam, zostałam wyobracana na dziesiąta stronę, gdyż okazało się, że jest on niezwykle utalentowanym tancerzem, ale no właśnie. Już mi przeszło - na prawdę czułam się już wolna, a teraz, ten wieczór sprawił, że znów o nim myślę zdecydowanie zbyt często. Nie dobrze Panno A.

And now all your love will be exorcised 
And we will find you saints to be canonized 
And it's an even sum 
It's a melody 
It's a battle cry 
It's a symphony

Choć tak na prawdę nie miałam jeszcze okazji poczuć lata tego lata ( a przecież to już prawie koniec) to zimy już na pewno nie przegapię, a to za sprawa tak dawno niewidzianego Pana K. który wyciągnął mnie łyżwy. Uprzedzając pytania uspokajam - jestem cała i zdrowa, choć moje mięśnie są lekko obolałe. Było cudownie pośmiać i pogadać z człowiekiem który tak dobrze mnie zna - bo przecież we wrześniu minęło 7 lat naszej znajomości. Dziękuje Panie K. za te wszystkie nasze wspólne spotkania, za wspólne imprezy, za rozmowy - nawet na te najdziwniejsze tematy, dziękuje za te chwile dobre i złe a przede wszystkim dziękuje że ciągle przy mnie jesteś, choć przecież na przestrzeni tych lat tak bardzo oboje się zmieniliśmy.

They can keep me alive 
'Til I tear the walls 
'Til I slave your heart 
And to take your soul 
What have we done? 
Can it be undone? 
In the evil's heart 
In the evil's soul

Specjalne uściski dla Panny M. Nie mamy czasu ze sobą rozmawiać i tym bardziej spotykać ale wiedz, że bardzo często myślę co tam u Ciebie się dzieje i trzymam kciuki aby wszystko się u Ciebie ułożyło zarówno w miłości jak i na studiach. Bardzo się również cieszę, że kontrolujesz na bierząco moje wpisy choć przecież tak rzadko się pojawiają. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! I Pamiętaj na 3xP z Tobą piszę się zawsze! ;)

Mroczna piosenka Florenece przyprawia mnie o gęsią skórkę i przywołuje uczucia i pragnienia o których warto nie wspominać. Niezwykła, elektryzująca, przepełnina tajemnicą i uwodzicielska...

piątek, 30 sierpnia 2013

Life As We Know It

Everybody knows where you go when the sun goes down.
I think you only live to see the lights of town.
I wasted my time when I would try, try, try.
When the lights have lost their glow, you're gonna cry, cry, cry.

Chciałabym powiedzieć, żeby to było na tyle w temacie Pana D., ale nie sądzę by okłamywanie samej siebie było właściwą drogą. Nasza relacja ze skomplikowanej awansowała na ... no właśnie, aż ciężko to nazwać. Długie nocne rozmowy o życiu i miłości, wymienianie się ulubionymi piosenkami, wieczorne spacery - przyjaźń? - NIE! - zakochanie? - Boże broń!
Sama już w tym wszystkim się pogubiłam, ale muszę powiedzieć jedno - cokolwiek by to nie było i gdziekolwiek by to nie prowadziło, podoba mi się - na dany moment. Jest normalnie, a normalność w moim życiu ostatnio jest tak rzadko spotykanym zjawiskiem, że gdy tylko mam z nią do czynienia upajam się nią jak najlepszego gatunku winem - hmmm choć raczej w tym wypadku pasowało by upijam.

Who are we to be emotional
Who are we to play with hearts and throw away it all
Who are we to turn eachothers heads
Who are we to find ourselves in other peoples beds
Oh I don't like the way I never listen to myselfI feel like I'm on fire and I'm trying to cry for help
Oh I don't think you know me much at all
At all...

Zapach świeżo upieczonych muffinek z jagodami łagodzi moje skołatane nerwy i pomaga odnaleźć dawno zagubiony spokój. Zachciało mi się mieć swoją wielką, wakacyjną, romantyczną historię.... Było fajnie, ale gdy rzeczywistość puka to drzwi, trzeba się otrząsnąć i jak nawet to "otrząśnięcie" nie będzie krzywdzące dla mnie to ta druga osoba obawiam się że może ucierpieć ... i to prze zemnie.... aż chcę się powiedzieć "kolejna!", "znów!" .... i pracuj tu człowieku nad karmą.
Co w tym wszystkim jest najgorsze lub najbardziej przykre? Brak odwagi z mojej strony. Bo moim zdaniem trzeba jej wiele, by stanąć twarzą w twarz z 'Tą' osobą i powiedzieć, że czas przestać się spotykać. Ja tej odwagi chyba nie posiadam a milczenie wydaje się być najbardziej dziecinnym i niepoważnym rozwiązaniem ze wszystkich możliwych. Tak bardzo bym chciała żeby ktoś porządnie na mnie nakrzyczał i kazał wziąć się w garść. Bo przecież nie będę udawać że jest coś, czego z mojej strony nie ma. Bo chyba tylko gorsze o odrzucenia może być udawanie że na kimś Ci zależy. Im więcej spotkań tym bardziej ta osoba się angażuje, a Ty tym bardziej się utwierdzasz w przekonaniu, że to wszystko zagubiło swój sens już dawno temu. Może i moja decyzja będzie raniąca dla tej drugiej osoby ale szczerość to chyba najlepsza rzecz jaką mogę dać na sam koniec. Bo szczerość oznacza szacunek.
Zachciało mi się mieć swoją wielką, wakacyjną, romantyczną historię...

This love is be and end all
This love will be your downfall
This love is be and end all
This love will be your downfall
This love is be and end all
This love will be your downfall
I'm feeling down about this love

Pan DD. wyjechał i Kraków bez niego nie jest tym samym Krakowem, jaki miałam okazje poznać przez ostatni rok. Jest pusto, jest cicho, jest spokojnie. Aż z bólem serca muszę przyznać, że brakuje mi jego telefonów o 3  w nocy, naszych spotkań na Kazimierzu, zapachu parzonej przez niego kawy a przede wszystkim naszych rozmów, naszych żartów i naszych wygłupów. Macie mnie i nie mam zamiaru tego ukrywać - tęsknię za nim i to cholernie i bardziej niż mogłabym się przyznać przed samą sobą. Tęsknię za tym irytującym, do bólu nieodpowiedzialnym człowiekiem i draniem jakich mało na tym świecie - draniem dla innych. A dla mnie? A dla mnie moim słodkim i jedynym panem DD. Już się wprost nie mogę doczekać kiedy go ponownie wyściskam! A tak poza tym i w temacie to nie lubię Norwegii jeszcze bardziej!

Who are you to make me feel so good
Who are we to tell ourselves that we're misunderstood
Oh who am I to say I'm always yours
Who am I to choose the boy that everyone adores
Oh I don't see a reason why we can't just be apart
We're falling on eachother like we're always in the dark
Oh I don't think you know me much at all, at all


Pustkę w serduszku spowodowaną brakiem Pana DD i tęsknotą za nim, próbuje zapełnić osobą Pana J. o którym dzisiaj wspomnę tylko słowem, ale jest to zdecydowanie nietuzinkowa postać zasługująca na dwa lub nawet na słowa trzy. Pan J jest niezwykle przystojnym, inteligentnym i wbrew dacie figurującej w dowodzie osobistym - dojrzałym mężczyzną. Można wręcz powiedzieć, że z charakteru stanowi absolutnie przeciwieństwo Pana DD. Podobne spojrzenie na ważne życiowe sprawy zaowocowały wieloma wieczorami spędzonymi na długich rozmowach przy winie. Te popołudniowe spotkania również okazały się niezwykle udane - zwłaszcza te spędzone w naszej ukochanej Scharlotte, gdzie w tle leci nastrojowa francuska muzyka, w powietrzu czuć aromat świeżo parzonej kawy oraz słodkiego pieczywa podczas gdy my rozpływamy się w ekstazie zajadając się sernikiem z białą czekoladą i musem malinowym. No i ten przystojny kelner, który spokojnie mógłby być brany za brata bliźniaka Enrique Iglesiasa jeszcze dodaje temu miejscu dodatkowy urok i czar ;) Choć tak naprawdę nawet bez niego Sharlotte zawładnęła by naszymi sercami oraz kubkami smakowymi.
Szalenie spontaniczna wycieczka do Warszawy z Panem M. zakończyła się 3-dniowym zatruciem żołądkowym. Ale wiecie co - warto było. Choć żar się lał z nieba, a nasz dieta opierała się na jedzeniu nieprzyzwoitej ilości lodów to bawiliśmy się wprost fantastycznie i zdołaliśmy zobaczyć najważniejsze atrakcje naszej stolicy - wliczając w to Stadion Narodowy, Pepsi Arene i jedząc prawie 3 godzinny lunch w łazienkach Królewskich. Jak nie da się zaprzeczyć, że samo miasto nas bardzo pozytywnie zaskoczyło to jego mieszkańcy już niekoniecznie. Tak więc choć dzień był cudowny to koniec końców cieszyłam się że zakończyłam go w Krakowie podążając ulicami które przecież tak dobrze znam.

Koniec Września już lada dzień i daty egzaminów coraz bliżej w kalendarzu a mój podręcznik do prawa ciągle i niestety tylko ładnie wygląda na półce. Kampanie wrześniową czas zacząć - od poniedziałku...

"Nie ma przypadków przypadkowych. Wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni. Róże rzeczy dzieją się w życiu nie bez powodu... nawet te złe" 


A tymczasem ja się żegnam moi mili.



poniedziałek, 15 lipca 2013

Dziwny ciąg niepojętych snów o cynamonowym zapachu.

Cos if one day you wake up and find that you're missing me,
And your heart starts to wonder where on this earth I can be,
Thinking maybe you'd come back here to the place that we'd meet,
And you'd see me waiting for you on the corner of the street.

Nie, nie dam dzisiaj nikomu tej satysfakcji i zgodnie z moim założeniem nie będę pisać o tym, o kim pisać nie miałam. Choć ON widocznie sobie o mnie ostatnio przypomniał i postanowił dręczyć moją duszę i umysł za pomocą najpopularniejszego komunikatora społecznego...
Zresztą muszę się pochwalić małym sukcesem - z dnia na dzień myślę o nim coraz mniej, choć to i tak na tyle dużo, że aż wstyd się przyznać. Na szczęście wiele innych spraw zaprzątający mój umysł pozwala  mi na owe "nie myślenie". Pozostały jeszcze tylko te noce - głuche i puste.

Let me hold you
For the last time
It's the last chance to feel again
But you broke me
Now I can't feel anything

Powoli jednak czuję to ... nadchodzi coś, na co czekałam już dawno. Bardzo wolno, ale jednak z każdym dniem przełączam przycisk "on" na "off". Wyłączam uczucia. Dla niektórych może to wydawać się okrutne, ale dla mnie to jest coś na co wyczekuję z wielką ekscytacją i poruszeniem. Z każdym dniem wraca moja pewność siebie, z każdym dniem noszę głowę coraz wyżej a na twarzy gości więcej uśmiechu -tego ironicznego, ale jednak. Uczę się żyć na nowo, uczę się być na nowo taką jak kiedyś i odnoszę sukces na tym polu. Zresztą nie tylko... może dla tego ostatnio tak mi się powodzi. Drobny sukces potrafi nas podbudować, a ich pasmo? Huh! Jest coraz lepiej!

Spotkanie z Panną M. naładowało mnie ogromem pozytywnej energii i utwierdziło w przekonaniu, że nikt tak dobrze nie zrozumie kobiety jak druga kobieta. Mogę mieć swoich przyjaciół płci męskiej, ale to i tak nigdy nie będzie to samo! Kobiety są kobietami, mężczyźni - mężczyznami i jest to powszechnie znany fakt, że przecież my jesteśmy z wenus a oni z marsa.
Oczywiście nic nie chcę ujmować moim męskim znajomy! Bo przecież nic tak dobrze nie smakuje jak tosty o pierwszej w nocy przygotowane przez półnagiego mężczyznę o torsie niczym z reklamówki Cevina Kleina. No i przecież kto innym by Cię odbierał wstawioną z Rynku? Pomagał wybierać prezent urodzinowy dla osoby wymienionej powyżej? Użyczał swojego silnego ramienia gdy już na prawdę jest źle? Mówił, że jak ktoś odważy się Cię skrzywdzić to go zabije? No właśnie...

Miniony tydzień nauczył mnie oraz utwierdził w kolejnej rzeczy. Otóż nie warto zbytnio planować. Może mam tak tylko ja? A może wam też się zdarza, ale ostatnimi czasy życie pokazuje mi, że cokolwiek bym sobie nie obmyśliła, przemyślała na setki sposobów czy zapanowała - zawsze jakoś wychodzi inaczej. Nieprzewidywalność i zmienność kolei losu przyprawia mnie w ostatnich dniach o mały zawrót głowy. Bo przecież zawsze jakiegoś wariantu nie brało się pod uwagę!
Jak by Ktoś mnie zapytał co najbardziej cenię sobie w życiu to na dany moment powiedziałabym, że właśnie tą nieprzewidywalność. Bo taka jest prawda - nie wiesz tak do końca co się wydarzy następengo dnia. Warto tylko czasem dopomóc  losowi i ruszyć się z domu. Uwierzcie mi -świat daje nam tyle możliwości! Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać tych odpowiednich dla nas. Zmienność, ulotność - to sprawia, że bardziej doceniamy to co otrzymaliśmy i co posiadamy. A jak to już stracimy to - no cóż, tak to już jest - przynajmniej zostają piękne wspomnienia.

Cele - to kolejna diabelnie ważna rzecz. Warto wiedzieć gdzie się chce podążać. To ułatwia wybranie właściwiej i optymalnej drogi.. Jak dobrze, że zrozumiałam to teraz, dzięki temu cały czas pnę się w górę i realizuję. Kto wie, ale moi drodzy już za kilka-kilkanaście dni będziecie mnie mogli podziwiać w małym, czerwonym autku z dużym znakiem L na dachu! Mieszkańcy Karkowa -strzeżcie się! ;)

Pan M. twierdzi, że czyta ze mnie jak z otwartej książki i że idzie mu to świetnie. Ja twierdzę, że zaledwie dobrze i warto wspomnieć że czytać dobrze nie oznacza umieć przeczytać wszystko!

Arbuzowo -cynamonowy zapach wakacji. Istny oksymoron! Co się ze mną dzieje? Już nawet pory roku mi się mieszają. Świat zwariował - no chyba.... no chyba że to może ja?

Chaotyczny ciąg całkowicie oderwanych od siebie myśli. Witajcie w mojej rzeczywistości. I ten intrygujący zapach cynamonu nagminnie pojawiający się w snach. Przypadek?

Wishing, wanting for something more
Always better than I had before
Who knew these dreams would come true
And I run the red, won't stop at night
I don't care for traffic lights
Things ain't moving quick enough for me

Ah i warte zapamiętania - kluczyk do serca najlepiej zakopać gdzieś głęboko, albo nosić na własnej szyi, w tedy masz pewność, że w żadne niepowołane ręce się on nie dostanie.

"Biada temu, kto nadużywa przewagi, jaką nad sercem drugiego posiada, w tym celu, by pozbawić go radości, kiełkującej na dnie jego serca. Żaden podarunek, żadna przysługa nie są w stanie zastąpić radości, której nas pozbawiła zawistna niechęć naszego tyrana."


Tymczasem moi mili.