wtorek, 4 czerwca 2013

Maybe tonight I'll call you, after my blood turns into alcohol....

Zbliża się sesja a więc również nadchodzi czas na nowy post. Nie zrozumcie mnie źle, ale to taki moment w życiu każdego studenta, że chcesz robić wszystko ale nie to co powinieneś. A więc tak: za godzinę mam zajęcia, za dwie i pół referat, jutro kolokwium zaliczeniowe, a za równy tydzień pierwszy egzamin. Przydało by się pouczyć co? Ale nieeeeee ja mam ochotę się pouzewnętrzniać. I tak, zrobię to tutaj, właśnie zaraz, teraz, już!
Wiecie, jakieś 3 miesiące temu dodałam bardzo ciekawy post na temat miłości. Pisałam tam na temat byciu singlem w kontekście walentynek, jaka to jestem szczęśliwa i tak dalej i tak dalej..... 3 miesiące później czytam go ponownie i chwytam się za głowę - jak Ty Panno A. mało o życiu w tedy wiedziałaś. 3 miesiące. Tylko 3 miesiące? Aż 3 miesiące? Mało? Dużo? Czy to w ogóle istotne?
Bo ja przez te 3 miesiące chyba, a raczej na pewno, po raz pierwszy w życiu poczułam co to znaczy się zauroczyć. Ale wiecie, tak na całego, na maksa, kompletnie, całościowo, niezaprzeczalnie i bezapelacyjnie. Ze wszystkimi tymi bajerami w postaci iskrzących się oczu, nuceniem w autobusie, permanentnym bananem na ustach i tym czymś latającym w żołądku.  Ja, chyba najbardziej racjonalny człowiek jakiego znam, leżałam na łóżku, gapiłam się głupio w sufit, z jeszcze głupszym uśmiechem na ustach słuchając "You got me" albo..... miliona innych do bólu sentymentalnych piosenek. Litości!


"Bo ja kocham Twoje włosy, glany, cienkie papierosy .... że nie wszystko mówisz mamie"

To był krótki, lecz bardzo intensywny romans. Nie przypuszczałam, że można o kimś myśleć cały czas... o nie. Nie przypuszczałam, że będę czekać z utęsknieniem na każdą wiadomość .... o nie. Nie przypuszczałam, że ktoś może tak bardzo wejść w butami w moje życie, całkowicie je pozmieniać, przewrócić, nabałaganić, a następnie z uśmiechem na twarzy ruszyć dalej. Również nie przypuszczałam, że z powodu mężczyzny zacznę cierpieć na bezsenność. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek ktoś jednym spojrzeniem będzie potrafił pozbawić mnie tchu, jednym uśmiechem dodać skrzydeł, jednym pocałunkiem zburzyć te wszystkie mury które tak konsekwentnie budowałam przez całe życie. Przeklęci mężczyźni!



I touch your lips and all at once the sparks go flying
Those devil lips that know so well the art of lying
And though I see the danger, still the flame grows higher
I know I must surrender to your kiss of fire
Just like a torch, you set the soul within me burning
I must go on, I'm on this road of no returning
And though it burns me and it turns me into ashes
My whole world crashes without your kiss of fire



Pewnie znacie tę historie. Spotykacie się przypadkiem - znajomy znajomego. Z początku miły i sympatyczny, całkiem przystojny, ale przecież nie w Twoim typie. Zaczynacie rozmawiać ... świetnie wam się gada! Tyle wspólnych tematów. Umawiacie się wszyscy razem jeszcze raz ale to i tak nie wystarcza. Więc "przypadkiem" widzicie się raz jeszcze i jeszcze, tym razem już sami. Nabierasz pewności że to ten typ -niepozorny casanova. Taka Ty, tylko wersja męska. Nie chcesz tego bo znasz siebie i przez to znasz jego. Mówisz sobie "ogarnij się!", "tylko nie TO!", "tylko nie z NIM!". Ale jak to śpiewała Meg z Herculesa " rozum krzyczy weź się w karby, lecz serce głuche gdy się uprze". I nawet nie wiesz kiedy, jak i dlaczego zakochujesz się, przepadasz...

"Dzień dobry! Kocham Cię! Już posmarowałem Tobą chleb"


To jest ponad Tobą. To jak walka z wiatrakami. Im bardziej starasz się powstrzymać tym jest gorzej. O dziwo on tez traktuje Cię inaczej niż inne zdobycze. To jak na Ciebie patrzy, to ja Ciebie całuje, to jak się do Ciebie uśmiecha, to jak do Ciebie mówi, to jak do Ciebie pisze..... zaczynasz wierzyć, że a może jednak..., że to coś więcej. Wręcz zaczynasz być tego pewna, ale przecież obydwoje jesteście zbyt dumni by się do tego przyznać.  Pojawia się nadzieja i w tedy nadchodzi ..... jeden wielki krach. A najgorsze że to nie z Twojej ani jego winy. Urok mieszania się osób trzecich.


Give me your lips, the lips you only let me borrow

Love me tonight and let the devil take tomorrow
I know that I must have your kiss although it dooms me, consumes me, 
The kiss of fire.



Jest źle. Godzinami słuchasz Alexa Clare - Too Close czy Eda Sheerana - Give Me Love. Czujesz się jak by ktoś Ci zabrał całą energię do życia. A najgorsza jest ta pulsująca pustka w klatce piersiowej, ten ból w sercu - to jednak nie bajki. Milczący telefon i cisza, która aż krzyczy w pokoju. Nie zadzwonisz. Duma Ci na to nie pozwala. On też nie - przecież jesteście tacy do siebie podobni. Choć w środku krwawisz i to Cię na prawdę boli wiesz jedno: za żadne skarby i wspaniałości tego świata nie oddałabyś nawet jednego jego pocałunku. Ba, nawet spojrzenia! Choć jesteś teraz szarym kłębkiem nieszczęścia uczynił Cię szczęśliwszą niż kiedykolwiek byłaś, czy nawet wyobrażałaś sobie że mogłabyś być. Fakt że go nie masz, powoduje że pragniesz go jeszcze bardziej, jeszcze mocniej Ci na nim zależy. Spotykacie się jeszcze raz, czy dwa. Ale to już nie to samo. Rozmowy są pozbawione tego ognia, uśmiechy świetnie wyuczone. Gra pozorów. Komu zależało mniej? Nie ma pocałunków, nie ma przytuleń. Jest między wami dystans, ściana którą wręcz możesz poczuć. Najchętniej rzuciłabyś się na niego, ale wiesz, że nie możesz. Najmniejsze muśniecie elektryzuje Ciebie całą i przyprawia o palpitacje, ale wiesz, że to złe. Idziecie ulica ramię w ramię co chwile wpadając na siebie, niby to przypadkiem. Nie potraficie tego kontrolować. Aż dziw bierze że dwa tygodnie wcześniej tą samą drogę przemierzaliście trzymając się mocno za ręce, rozgrzani słońcem a może miłością, nieprzyzwoicie uśmiechnięci i szczęśliwi.
I tak nosisz w sobie wielki płomień ukryty pod maską obojętności. Nie widujesz się z nim -cierpisz, ale do bólu można się przyzwyczaić. Potem go widzisz i nawet gdy wiesz, że wasze spotkanie nie jest tym czymś co kiedyś, czujesz się kompletna ... przez pieprzone 3 godziny ale jednak. A potem on odchodzi i zabiera ze sobą całą, sumiennie wypracowaną przez tydzień stabilizacje.



I know I can't take one more step towards you

Cause all that's waiting is regret

And don't you know I'm not your ghost anymore?
You lost the love I loved the most
(...)
And who do you think you are?
Runnin' 'round leaving scars
Collecting your jar of hearts
And tearing love apart
You're gonna catch a cold
From the ice inside your soul
So don't come back for me
Who do you think you are?




 Jest jeszcze gorzej, ale jesteś masochistką i chcesz więcej... do czasu ...aż nie widzisz go z inna kobietą. To już nie ma znaczenia czy przyjaciółka czy nowa zdobycz, poddajesz się. Czujesz swoje złamane serce, jest Ci cholernie przykro ale i tak nawet nie potrafisz być na niego zła. I tak powoli ten płomyk gaśnie, choć obawiasz się, że chyba zostanie już z tobą na zawsze. Malutki ale jednak. Ze smutnym uśmiechem na twarzy próbujesz się do tego zdystansować i nawet może w jakiś sposób Ci się udaje. Najgorzej jest podjąć tą decyzję -czy poddać się czy starać się jeszcze mocniej. Później, później już jest łatwiej. Choć ciągle Ci na nim zależy to decyzja już zapadła. Złamał Ci serce - to pewne, choć nawet sam chyba do końca nie był tego świadomy. Cierpisz, jest Ci źle i choć zostawił Cię w całym tym bałaganie to dał Ci jedno .... dał nadzieje, nadzieje na to że jesteś w stanie kogoś pokochać, nadzieje na lepsze dni, nadzieje na to, że to był dopiero początek, przedsmak czegoś wielkiego, czegoś co dopiero Cię czeka.



Unchain my heart, baby let me be
Unchain my heart 'cause you don't care about me
You've got me sewed up like a pillow case
You let my love go to waste so
Unchain my heart and set me free

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz